czwartek, 25 września 2014

Rozdział ósmy - ' Czy mógłbyś zacząć wcześniej mnie o czymś informować a nie na ostatnią chwilę? '

PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM. :):):)


(3 tygodnie później)
Dziś zrobiłam test ciążowy, wiem że trochę późno ale nie mogłam zebrać się na odwagę. Nie jestem w ciąży. Mimo obaw i tak jakby nie przygotowania na dziecko byłam mocno zawiedziona. Zabolało mnie to że test wyszedł negatywnie. Jeszcze gorzej tą wiadomość zniósł Harry ale obiecał mi że będziemy się dalej starać. Szczerze mówiąc jestem już pewna że chcę tego dziecka i jestem w stu procentach gotowa. A i zapomniałam powiedzieć że pogodziłam się z Zaynem, tak, właśnie tak. Porozmawialiśmy na osobności szczerze i powiedział że zależy mu na mnie i na naszej już teraz przyjaźni oraz na moim zaufaniu do niego. Powiedział też że nie ma za złe Hazzie ani mi tego że jesteśmy razem. On też chcę żebyśmy byli szczęśliwi. Jest też druga gorsza strona, dowiedziałam się że mnie zdradził na panieńskim ze striptizerką, wybaczyłam mu bo tak naprawdę ja też go zdradziłam nie wiedziałam o tym że on zdradził mnie a bezczelnie zrobiłam to samo. Oznajmił mi też że Harry jest idealny dla mnie i że z nim bardzo bym cierpiała. Teraz przyjaźnimy się i mamy doskonały kontakt. Cieszę się że to wszystko tak się skończyło. Nawet nie przypuszczałabym że to wszystko może skończyć się tak dobrze po mimo tych wszystkich przeszkód. Mogę rzec że mam na pozór idealne jak na razie życie. Hę, zobaczymy jak to będzie dalej.

- Kochanie nie smuć się już. Będziemy się starać mówiłem ci to już.
- Ale...
- Żadne ale, będziemy mieć to dziecko, jasne?
- Tak, kochanie.
Uśmiechnęłam się od ucha do ucha i wtuliłam się jego tors. Wplotłam palce w jego loczki i zaczęłam namiętnie całować. Nagle poczułam jak jego dłonie usadowiają się na moich plecach a on jeździ nimi w górę i w dół. Nie wiem dlaczego ale zajebiście na mnie to działało i w pewnym sensie uspokajało.
Odłączyłam nasze usta a moja głowa mimowolnie opadła do tyłu przez pocałunki które składa na mojej szyi i ramionach.
- Oh!
- Haha, żebyś tylko nie doszła myszko.
- Ej!
Zaciągam moją koszulkę na ramiona i szturcham go lekko. Schodzę z jego kolan i wystawiam mu język. Ruszam do kuchni i wyciągam z lodówki sok pomarańczowy. Siadam na blacie i upijam łyk napoju. Po chwili czuję na karku czyjś oddech. Tak na prawdę do nie czyjś bo doskonale wiem że to Styles.
- Dlaczego się obrażasz? - przegryza płatek mojego ucha.
- Nie obrażam się.
- Tak, tak.
- Zamknij się Styles.
- Coś Ty powiedziała, Cand.
- Gówno. - zaczynam się głośno śmiać
- Osz Ty mała żmijo. Chodź tu.
Otula mnie swoimi rękami i zaczyna łaskotać. Śmieję się jak głupia aż zaczynają mi płynąć łzy i robię się cała czerwona. Nie mogę już wytrzymać ale Loczek dalej swoje.
- Prze.. Przestań bo wyprostuję Ci włosy jak będziesz spał, zobaczysz.
- Nie odważysz się.
- A zakład. Puść mnie a nic nie zrobię tej twojej szopie.
- Sama masz szopę.
- Popatrz na moje włosy i na swoje. Nie moja wina że się nie czeszesz.
- Chyba Ty!
- Każdy się z tego twojego buszu na łbie.
- Jesteś wredna.
- Ty też. Takie jest życie miśku.
- Nie odzywaj się do mnie.
Przez chwilę patrzy mi prosto w oczy takim lodowatym a potem smutnym wzrokiem. Po chwilę spuszcza wzrok na na podłogę, przegryza wargę i odchodzi. Zeskakuję z blatu i udaję się do salonu. Styles siedzi na kanapie i ogląda telewizję. Wiem że go uraziłam on ma obsesje na punkcie swoich włosów a szczególnie jeśli mówi się o nich coś złego ale zdenerwował mnie, nie lubię takich żartów.


Zdecydowanie zbyt często się na siebie 'obrażamy' jeżeli tak to można nazwać. Ale taki właśnie jest nasz związek inni okazują sobie miłość ciągłym seksem, jeszcze inni powtarzają sobie cały czas słodkie słówka tak do przesady. Są też takie związki jak nasze, kochamy się bardzo mocno i też okazujemy to sobie słodkimi słowami ale też dokuczamy sobie. Takie słodzenie sobie w związku jest nudne.

** Oczami Harry'ego **
Szczerze mówiąc uraziła mnie trochę ale to u nas norma. Nie jestem na nią obrażony ale warto troszkę poudawać bo wiem że ona będzie mnie przepraszać i przepraszać. Lubię gdy mi tak słodzi.

Siedzę w salonie i oglądam telewizję. Po chwili słyszę kroki Lu. Staje za mną i przytula od tyłu. Wplata palce w moje włosy i składa delikatne pocałunki. Staram się nie reagować na to choć jest to przyjemne. ' Musisz być silny Styles '.
- Jejku no, przepraszam.
- Harry.
- Odezwij się proszę.
Siada na mnie okrakiem i mocno się we mnie wtula.
- Kocham twoje loczki.
Mówi to tak cicho i kusząco aż mam ochotę ją zerżnąć, serio. Haha, dlaczego używam takich słów, mniejsza z tym. Próbuję dalej być nie ugięty więc wstaję z kanapy i idę do łazienki. Zamykam drzwi i zerkam w lustro.


Zdejmuję swoje ubrania i ruszam pod prysznic. Odkręcam korek z ciepłą wodą i zamykam oczy. Po chwili słyszę jak drzwi się otwierają.
- Przepraszam. Wyjdź do mnie. Albo ja wejdę tam do Ciebie.
- To chodź.
W sumie nie potrafię się na nią długo gniewać.

** oczami Lu **

Ściągam swoje ciuchy i wchodzę do Hazzy pod prysznic. Kładę ręce na jego karku i całuję każdy skrawek jego ciała. Ale on łapie mnie w talii i podnosi tak abym stała na równych nogach.
- Seks na zgodę? Naprawdę?
- A dlaczego nie?
- Bo nie mam ochoty tak Cię wykorzystywać gdy tylko się pokłócimy. Zawsze gdy się godzimy nagle seks. Nie chcę czegoś takiego. Zbyt bardzo Cię szanuję skarbie.
- No dobrze. Kocham Cię.
- Już okej.
- Wychodzimy i idziemy obejrzeć jakiś film.
- Dobrze.
Wychodzę z kabiny, owijam ręcznikiem całe ciało i zawiązuję włosy w koka. Ubieram moją czarną koronkową bieliznę i wychodzę z łazienki, ruszam do kuchni by przygotować jakieś jedzenie. Otwieram szafkę ze słodyczami, masakra ile ten chłopak ma czipsów i słodyczy. Wyciągam 2 paczki czipsów, 1 popcorn do mikrofalówki, żelki, cukierki, czekoladę milkę oreo i pepsi. Wsypuję czipsy do miski, popcorn po przygotowaniu w mikrofali też daję do miski to samo robiąc z żelkami  i cukierkami. Wyciągam 2 szklanki do których będziemy wlewać napój. Zanoszę wszystko do salonu gdzie siedzi już Harry i wybiera jakiś film.
- Kochanie co Ty taka roznegliżowana.
- Odezwał się facet co siedzi w samych bokserkach, coś jeszcze masz do powiedzenia?
- Tak.
- Co?
- Pociągasz mnie.
- Oj zamknij się głupku. A właściwie kiedy jest premiera This Is Us.
- Emm, za tydzień.
- Wow, szybko.
- No właśnie więc skombinuj sobie jakąś ładną kieckę.
- Ale ja jeszcze się nie zgodziłam.
- Ale ja nawet nie pytałem tylko mówię że idziesz i już.
- Pacan.
- I tak mnie kochasz.
- Niech Ci będzie.
- Co chcesz obejrzeć?
- Nie wiem nawet.
- Może jakiś horror?
- Nie bo będę się bała.
- Oj przytulę Cię.
- Ale w nocy będę się bała.
- To też Cię przytulę.
- No dobrze.
Owijam się moim kocem z Fc Barcelony. Tak kibicuję z całego FCB  i jest to mój ulubiony klub.
- No patrz nawet do piłki nożnej masz gust.
- Wiesz nie ma lepszego klubu, co będziemy się oszukiwać.
Siadam na kanapie i wtulam się mocno w mojego mężczyznę. Po chwili film się zaczyna.

DWIE GODZINY PÓŹNIEJ

Ten film był serio straszny, nie wiem jak Styles mógł tak po prostu go oglądać bez żadnej reakcji. A wiecie co jest najlepsze? On się nie bał, on się śmiał jak debil i mówił że to nie jest w ogóle straszne.
Ta, pewnie chciał zrobić na mnie wrażenie. Sprzątam wszystko co znajduję się na stoliku i idę wziąć gorącą kąpiel. Oj pewnie będę długo siedzieć.
- Kochanie idziesz ze mną się wykąpać? Ale uprzedzam że będę siedzieć w wannie chyba z 2 godziny.
- Hmm, okej. - Uradował się jak małe dziecko ukazując swoje przesłodkie dołeczki.
Idziemy do łazienki, przygotowuję kąpiel. Odkręcam gorącą wodę i lekko zimną aby było idealnie gorąca ale nie parząca. Wlewam chyba z pięćdziesiąt olejków i dwie całe kule do kąpieli plus płyn. Ściągam swoje ubrania i wchodzę do wody. Kładę się w wannie tak że zostaje tylko moja głowa a ja rozkoszuję się zapachami i idealną temperaturą wody która koi moje ciało. Zamykam oczy a do wanny wchodzi loczek siada za mną i również się kładzie. Wanna jest taka wielka że spokojnie możemy leżeć obok siebie więc tak też robię. Przesuwam się a nogi daję na nogi Stylesa. Zauważam że na kafelkowej ' półeczce ' nie wiem jak to nazwać leży foliowa paczka z różami. Biorę ją i rozsypuję całą paczkę więc jest co najmniej warstwa. Opieram się i zamykam oczy.
- Kochanie moja mama chce Cię poznać.
- Co? Naprawdę?
Momentalnie otwieram oczy i przystępuję do pozycji siedzącej patrząc Hazzie głęboko w oczy.
- Dlaczego tak zareagowałaś? Nie chcesz poznać się z moją rodziną?
- Nie o to chodzi, po prostu się stresuję. Tak samo było gdy Zayn chciał poznać mnie z rodzicami.
- Ale przecież to nic strasznego, jeżeli nie chcesz to nie.
- Chcę ale po prostu zaskoczyłeś mnie tym. Oczywiście że chcę poznać twoją mamę ale boję się że mnie nie zaakceptuje, rozumiesz?
- Rozumiem ale na pewno Cię polubi, jesteś cudowną osobą a moja mama cieszy się moim szczęściem więc tym bardziej.
- No dobrze a kiedy mamy tam jechać.
- Em, no ten tego, jutro.
- Co? Czy ty oszalałeś?
- No co?
- Mam się spotkać z twoją mamą a ty mi mówisz o tym dzień przed?
- Nie było okazji.
- Było wiele okazji. Wkurza mnie to że mówisz mi o wszystkim zawsze na ostatnią chwilę.
- Pewnie jak bym Ci powiedział że za tydzień to zareagowałabyś tak samo.
- Nie prawda miałabym tydzień a tak mam jeden dzień.
- Dobra odwołam wszystko pojedziemy za miesiąc, pasuje?
- Oj przestań już. Nie powiedziałam że masz cokolwiek odwoływać, powiedziałam tylko żebyś na przyszłość nie informował mnie o wszystkim na ostatnią chwilę.
-  Czyli że chcesz jechać czy co?
- No chcę! Rano czy wieczorem.
- Rano wyjeżdżamy z Londynu do Holmes Chapel jest 242 km.
- Eh, to jak wyjdę to się spakuję, a na ile jedziemy.
- Na tydzień wyjedziemy w dzień premiery jakoś wczesnym rankiem wyjedziemy bo będziemy się musieli z chłopakami przygotować a Ty musisz sobie jakąś sukienkę kupić.
- Czy Ty uważasz że ja zdążę na ostatnią chwilę znajdę sobie jakąś sukienkę?
- No to kupisz sobie coś w Holmes Chapel z Gemmą ona zna pewnie fajne miejsca a na pewno się polubicie, pasuje?
- Jak najbardziej.
- Wiesz nie chce mi się już siedzieć w tej wannie, jestem zmęczony pójdę się spakować i spać, dobrze?
- Dobrze, ja jeszcze posiedzę a potem też się wezmę za pakowanie.
Harry wychodzi z wanny i daje mi soczystego buziaka w usta. Wychodzi z łazienki czochra swoje włosy i mlaska.



TO BE CONTINUED ..................

Dobra misie a więc trochę się pozmieniało w sumie nie dużo. Jedynie co to piszę teraz w czasie teraźniejszym ponieważ wtedy jest opowiadanie bardziej dynamiczne no i nie daję już (L:, H:) tylko po prostu myślniki, no i przy tytule ( rozdział ) piszę krótki cytat z opowiadania. Myślę że będzie jeszcze kilka tym razem sporych zmian ale o tym się przekonacie i mam pytanie czy zostawić to opowiadanie takie idealne czy zrobić coś takiego innego zdrada już była więc nie ale wiecie może jakaś ostra kłótnia, zerwanie, cokolwiek. Czy podoba wam się opowiadanie takie jakie jest. :) CZEKAM NA KOMENTARZE , BUZIACZKI . :***








niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział siódmy

** w tym samym czasie gdy Lu i Ari poszły spać, oczami Harry'ego**
Co ja narobiłem, jak mogłem w ogóle tak powiedzieć. Tak jestem o nią strasznie zazdrosny, ale to nie moja wina, ja po prostu kocham ją na zabój czy to coś złego? Gdybym znał adres Ariany już bym tak pojechał ale cóż. Tak! Liam no właśnie! Przecież on był z nią na weselu na pewno ją odwoził. Wyciągnąłem mojego czarnego iPhona z kieszeni moich szarych spodni i wybrałem numer przyjaciela.
Jeden sygnał, drugi, trzeci, czwarty... nic. Próbowałem się do niego dodzwonić chyba z 10 razy, na marne. Nie odbiera. Kurwa, przecież ja tego tak nie zostawię no! Muszę ją odzyskać zanim będzie za późno. Jestem debilem, kompletnym idiotą. Poszedłem do kuchni. Chwyciłem banana, obrałem go ze skórki i siedząc na parapecie podziwiając uroki londynu nocą jadłem go. Przeniosłem się na kanapę, włączyłem TV, w wiadomościach leciało coś o nas, nie przełączałem, chciałem się trochę pośmiać i posłuchać głupot jakich wygadują na nasz temat.
P ( prezenterka ) : Dzisiaj mamy dla was świeżutkie wiadomości o słodziakach z One Direction. A konkretniej o Zayn'ie, Harry'm i ... no właśnie byłej dziewczynie Zayn'a a obecnej Harry'ego...
H: Ja pierdole! Już się zaczyna te hieny do wszystkiego się przypierdolą.
P: Chodzą plotki że w dzień w którym ślicznotka Lucy Cand, praktykująca modelka, trafiła do szpitala, okropnie pokłóciła się z mulatem. Świadkowie zdarzenia czyli po prostu przechodnie zauważyli zapłakaną, wybiegającą dziewczynę z mieszkania Zayn'a. Jakieś 5 minut później z mieszkanie wybiegł Styles ruszył prawdopodobnie za Lucy. Z tego co się dowiedzieliśmy panna Cand została ofiarą próby gwałtu z której uratował ją właśnie Harry. Cieszymy się że Lucy wyszła z tego bez większego szwanku, ale... martwimy się o tych dwóch przystojniaków, przyjaciół od 4 lat, czy teraz są wrogami, czy się pogodzili, czy może odwrotnie, jak dowodzą pewne źródła chłopcy się pobili ale nic nie wiadomo. Jedyne co możemy jeszcze powiedzieć to życzyć tej słodkiej parze, Hazzie i Lucille szczęścia. Dziękuję Ana Smith.
H: Co za chuje.
Wyłączyłem telewizor i poszedłem do sypialni. Teraz pewnie leżał bym tu z nią. Ona wtuliła by się we mnie, zwinęła się w kulkę i po prostu spała w moich ramionach. Chcę mieć ją tu przy sobie. Chcę czuć to ciepło jej ciała, jest taka idealna. Moja modeleczka. W sumie zastanawiam się jak to możliwe że ona ma zawód modelki a jest niska. Dziwne. Nadrabia sobie urodą, drugiej takiej pięknej by nie znaleźli. Tej nocy myślałem bardzo dużo między innymi co będzie z nami, dużo czasu też rozmyślałem o dziecku. Byłbym najszczęśliwszym facetem na ziemi gdybym miał dziecko z Lucy.
Nie spałem w ogóle już o 7 rano zacząłem wydzwaniać do Liama który oczywiście nie odbierał. Postanowiłem że zadzwonię trochę później nie zamierzam odpuszczać. Wstałem z łóżka i powędrowałem pod prysznic. Odkręciłem kurek z zimną wodą a następnie lekko przekręciłem ten z gorącą. Razem powstała letnia. Ściągnąłem swoje bokserki i wszedłem do kabiny. Strumień wody oblewał całe moje ciało, twarz i włosy. Chwyciłem szampon i nalałem sobie go na włosy, wmasowywałem ciecz w moje loki a następnie spłukałem po powstaniu gęstej piany. Stałem tak jeszcze chwilę ponieważ woda była bardzo przyjemna i nie bardzo chciałem już wychodzić, Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie mnie i Lucy, nie, nie pod prysznicem. Tylko jak stoimy nad łóżeczkiem dziecięcym. Wow Harry tak bardzo zależy Ci na tym dziecku. Tak, zdecydowanie mi odbija nie mogę uwierzyć że tak bardzo zwariowałem na punkcie Cand i tej istoty która się nawet nie narodziła i jeszcze nie wiadomo czy w ogóle istnieje. Chciałbym mieć córeczkę. Moją małą księżniczkę. Miałaby wszystko, naprawdę. Wiem że skakałbym koło niej jak jakiś debil. Byłaby oczkiem w mojej głowie. Wtedy przy sobie miałbym 2 cudowne kobiety. Kurwa, Harry, przestań. Teraz musisz się zastanowić jak odzyskać Lucy. Zakręciłem kurki i wyszedłem z pod prysznica. Ściągnąłem z wieszaka biały, pachnący ręcznik i zawiązałem sobie go w pasie. Opuściłem łazienkę i udałem się do kuchni. Siadłem na krześle przy blacie i nerwowo szukałem oczami mojego telefonu. Zauważyłem go w salonie. Szybko tam pobiegłem, wziąłem go i zadzwoniłem do Liaśka. Jeden sygnał, drugi... nareszcie odebrał.
H: Cześć stary! Czego do cholery tyle nie odbierałeś.
L: No siema Harry, sorry miałem wyciszony telefon i zostawiłem go w domu a byłem u Dan. Słyszałem o akcji z Zayn'em i Lu. Pogodziłeś się z Zayn'em i wszystko jest ok, tak?
H: Tak, tak wszystko jest dobrze.
L: Stary co Ty taki jakiś dziwny.
H: Nie ważne. Potrzebuję adresu Ariany.
L: Ale po co Ci on?
H: Muszę pogadać z Lucy, kiedy indziej ci wytłumaczę, podaj mi ten adres.
L: To jest jakieś mieszkanie na Oxford Streed nie jestem pewny jaki numer, sorry.
H: Kurwa! A pamiętasz chociaż ile miało pięter to mieszkanie, jak wyglądało, może jakieś graffiti na nim było no stary, to jest bardzo ważne.
L: Hm, no no tak, 10 pięter, taki biały budynek i takie jakby obramowania okien były brązowe. Nic więcej szczególnego nie, ale myślę że na OS jest tylko jeden taki blok więc nie będzie problemu.
H: No dobra, dzięki stary, trzymaj się, pozdrów Danielle.
L: Ok pa, pozdr...
Nie dałem mu dokończyć bo od razu się rozłączyłem. Poleciałem jak na skrzydłach do garderoby ubrałem jakies pierwsze lepsze spodnie i koszulkę. Ruszyłem w pośpiechu do przed pokoju. Wdziałem moje buty i wybiegłem z domu. Zamknąłem je na klucz i poszedłem do auta. Odpaliłem moją bmw i w szybkim tempie udałem sie na Oxford Street droga nie zajęła mi zbyt dużo czasu. Gdy dojechałem do celu mój wzrok przykuła mała kwiaciarnia. Wbiegłem do niej i poprosiłem o 100 róż w jednym bukiecie.
K (kwiaciarka) : Wow! Kim jest ta szczęściara.
H: Jest najważniejszą osobą w moim życiu i muszę ją odzyskać.
L: No to w takim razie obniżę panu cenę tego bukietu  o połowę.
H: Dziękuję.
Podziękowałem pani sprzedawczyni wręczyłem jej pieniądze i wyjechałem w poszukiwaniu odpowiedniego mieszkania. Bingo! Znalazłem. Wybiegłem z auta i ruszyłem pod klatkę schodową.
Dobre i to że na domofonie były napisane nazwiska osób które tu mieszkają.
Huston... Huston... Huston ... mam! Zadzwoniłem pod numer 9 i... nic. Postanowiłem że wybiorę numer sąsiadów. Wcisnąłem guzik 10.
H: Dzień Dobry. Pod 9 mieszka przyjaciółka mojej dziewczyny. Dzwoniłem do nich ale nie odbierają. Czy mógłby mi pan otworzyć?
- Jak pan się nazywa ?
H: Harry... Harry Styles.
- Okej, już pana wpuszczam.\
H: Dziękuje najmocniej.
Gdy usłyszałem pipczenie czyli znak że drzwi są otwarte pociągnąłem je i wszedłem do windy. Chwila skoro tu jest dziesięć pięter a ona mieszka pod 9 to na ktorym pietrze mieszka. Pomyślałem że pewnie jest tam po 2 mieszkania na jednym więc kliknąłem 5. Tak jak myślałem 5 piętro. Numer 9 o tu. Zapukałem do drzwi. Kurwa zapomniałem róż. A dobra nie mam je w ręku co ze mnie za debil. Otworzyła mi zaspana Ari.
A: A Ty co?
H: Gdzie jest Lucy?
A: Nie jestem pewna czy ona chcę z Tobą rozmawiać.
H: Proszę Cie, nie chcesz jej szczęścia? Naszego? Jesteś przeciw naszemu związkowi?
A: Nie! Nie jestem, jestem jak najbardziej za ale... no dobra wchodź.
H: Ooo dzięki.
A: W ogóle ile tu jest sztuk róż.
H: Emm.. sto.
A: Wow, naprawdę ci na niej zależy.
H: W chuj.
A: Dobra właź jest w salonie prosto w lewo a potem w prawo.
Poszedłem do salonu gdzie ujrzałem siedzącą pod kocem Cand z kubkiem czegoś gorącego. Wywnioskowałem że gorącego bo leciała z niego para.

** LUCY **

H: Cześć kochanie.
Gdy się odwróciłam zauważyłam klęczącego przede mną Hazzę z wielkim bukietem róż a minę miał w stylu ' przepraszam '. Ja w zasadzie już mu wybaczyłam ale postanowiłam się z nim trochę podroczyć.
L: I co myślisz że głupi bukiet załatwi sprawę i jedno zwykłe przepraszam
H: Jak chcesz może być nie zwykłe.
L: Nie rozumiesz że w chuj mocno mnie zraniłeś i nie jestem w stanie od razu ci wybaczyć? To trudne.
H: Kochanie, ja wiem. Nie myślałem racjonalnie po prostu jestem o Ciebie strasznie zazdrosny. Kocham Cię i nie mogę wytrzymać bez Ciebie minuty. Nie mogę znieść tego że tej nocy nie zasypiałaś wtulona we mnie a ja nie czułem twojego ciepłego ciała i nie słyszałem bicia twojego serduszka. Tak strasznie za Tobą tęsknie i nie mogę już. Za bardzo was kocham Ciebie i naszą dzidzię. Przepraszam.
Wow, to coś wspaniałego. Nie odzywałam się patrzyłam się w jego oczy i po protu łzy same płynęły po moim policzku. To nie łzy smutku to łzy szczęścia. Cholernego szczęścia które mam przy nim. Za bardzo go kocham. A i jeszcze to że wspomniał o dziecku. Ja... ja mu wybaczam.
H: Ok, dobra. Nie będę naciskał jeżeli cie zraniłem to odejdę ale chcę odejść z dumą i po prostu zajeb mi w twarz i ze mną ze...
Nie dałam mu dokończyć po prostu bez słowa wpiłam się mu w usta. Przez pocałunki mówiłam mu że go kocham. Przegryzłam jego dolną wargę. Wiem że bardzo to lubił. Polizałam jego dolną wargę prosząc o dostęp już po chwili nasze języki toczyły wojnę namiętności i miłości. Oderwałam się od niego i rzuciłam w jego ramiona, przytuliłam go najmocniej jak tylko mogłam. Czułam jak jego serce wali jak oszalałe z resztą moje tak samo. Nie chciałam go puszczać. Po chwili Hazza odsunął kawałek mojej bluzki całując mnie w brzuch.
L: Kochanie, nic jeszcze nie wiadomo.
H: Ja wiem.
A: Ekhem, czy ja o czymś nie wiem?
H: Będziemy mieli dzidziusia. Córeczkę... Darcy.
L: Harry głupku nie wiadomo jeszcze czy będziemy mieli dziecko.
A: No,no..
H: No dobrze, za tydzień zrobisz test a ja cię umówię do ginekologa, dobrze?
L: Dobrze.
H: Kocham Cię.
A: Ojoj, co za słodziaki. Idę zrobić coś do picia.
L: Dobry pomysł.... też Cię kocham.
H: Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu.
L: Poczekajmy jeszcze 30 lat a będziesz mnie wyzywał od starych pokrak.
H: Oj nie! na pewno nie! Ty zawsze będziesz piękna.
L: Będę sobie to wmawiać.
H: Nie musisz.
L: Oj cicho już, gamoniu mój.
H: Twój, twój.
L: Dobra chodź idziemy do Ari.
H: A potem do domu?
L: Nie, zostaję tutaj jeszcze nie wybaczyłam Ci do końca.
H: Co? Aha, dobrze.
L: Żartuję głuptasie. A tak w ogóle dziękuję za ten piękny bukiet ile tu jest róż? 50?
H: 100 małpko.
L: Blisko byłam. Dziękuję, że mam takiego cudownego faceta.
H: Dziękuję że mam taką wspaniałą dziewczy... żonę.
L: Hahahahaha, głuptas.
H: I tak mnie kochasz.
L: Powiedzmy.
Szeroko się uśmiechnęłam po czym wstałam i szarpnęłam Hazzę za rękę aby zrobił to samo. Pozynił to o co prosiłam. Chwyciłam go za rękę i udaliśmy się do kuchni. Gdzie Ari przygotowywała lemoniadę.
.
OK TO BY BYŁO NA TYLE WIEM ŻE KRÓTKI ALE NIE MAM DZIŚ WENY.  NAPEWNO WYNAGRODZĘ TO WAM W NASTĘPNYM ROZDZIALE. TRZYMAJCIE SIĘ CIEPLUTKO

czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział szósty

* perspektywa Lucille (Lucy) *

Harry jeździł dłońmi po moim ciele. Było to cholernie przyjemne. Myślałam że dojdę samym dotykiem. Jego dłonie były takie ciepłe. Każdy jego kolejny ruch przyprawiał mnie o dreszcze. Odchyliłam lekko głowę i cicho jęknęłam. Widziałam figlarny uśmiech Hazzy i wiedziałam co już mu chodzi po głowie. Zaczęłam lekko ruszać się w przód i w tym ocierając się o jego krocze. Przegryzłam lekko wargę i zaczęłam przez śmiech mówić imię Harry'ego. Po chwili nie mogłam i wybuchłam takim brechtem że było słychać mnie chyba na całym osiedlu. Mój chłopak się też zaczął chichrać a ja wciąż nie mogłam przestać. Poczułam że woda stała się już lekko chłodna więc odlałam troszkę wody i odkręciłam gorącą wodę aby to się zmieszało i powstała taka idealna. Odwróciłam się do loczka i zaczęłam namiętnie całować. Polizałam jego dolną wargę ' prosząc o dostęp '. Odchylił lekko swoje wargi a ja wykorzystałam to i dołączyłam język. Gładziłam jego krocze i siadłam na niego okrakiem. Nasze języki toczyły walkę miłości. Nie mogłam już oddychać więc oderwałam się na chwilę od niego by zaczerpnąć powietrza. Po chwili znowu wróciłam do wcześniejszej czynności. Wzięłam do rąk przyjaciela Harry'ego i ruszałam nią w górę i w dół ściskając go przy tym co dawało pewnie Hazzie MAX przyjemności. Nie miałam zbytnio jak wsadzić sobie go do buzi bo byliśmy w wannie pełnej wody więc sobie odpuściłam. Myślę że mu się podobało po tym jego jęczeniu. On nie pozostał mi dłużny i swoje dwa paluszki wsadził ' we mnie ' i zaczął nimi poruszać dosyć szybko.
L: Kochanie, wejdź już we mnie.
H: Dobrze, kotku.
Jak poprosiłam tak zrobił, robiliśmy to szybko lecz intensywnie. Już powoli dochodziłam ale chciałam to zrobić razem z nim. Kilka mocnych pchnięć i doszliśmy oboje, spuścił się we mnie. Dopiero teraz pomyślałam że się nie zabezpieczaliśmy, chciałam dziecka ale chyba jeszcze nie byłam na to w 100% gotowa, ale w sumie jeszcze nic nie wiadomo. W prawdzie jestem już po maturze i po studiach w modelingu lecz chciałam coś robić w tym kierunku a nie zostać z brzuszkiem już teraz. Nawet jeśli okaże się to prawdą to dam jakoś radę, bo to dziecko Harry'ego. Chwilę odsapnęłam i zaczekałam aż mój oddech się unormuje i zabrałam głos w tej sprawie.
L: Kochanie, nie zabezpieczyliśmy się.
H: Trudno, to będziemy mieli dzidzię. Ja się cieszę. Poza tym nic jeszcze nie wiadomo, zrobisz test i wtedy będziemy rozmawiać.
L: Ja też się cieszę i wiem o tym że nie wiadomo jeszcze, ale chciałam coś robić z tym modelingiem, jestem po studiach jako modelka no ale dobrze, Ty jesteś jego ojcem i się cieszę.
H: Ok, to wychodzimy już?
L: Emm.. nie wiem, nie wiem. Jak mnie wyciągniesz to może.
H: Chodź tu jędzo. - wyszedł z wanny i wyciągnął do mnie ręce.
L: Ej, ej! Nie wyzywaj mnie! Dobra sama sobie poradzę.
H: No misiaczku chodź.
L: Nie, nie ma mo.....
Nie dokończyłam ponieważ mój mężczyzna wyciągnął mnie na chama z wody przerzucił sobie mnie przez ramię i biegł.
H: Mmm, jaka seksi dupcia.
L: Spadaj! Puść mnie!
Śmiałam się jak oszalała a on całował mnie w tyłek. Postanowiłam że będę udawać że się na niego obraziłam. A niech ma za swoje. Biegał ze mną tak po całym domu aż w końcu szarpnęłam go mocno za jego loczki na co ten głośno jęknął a ja szybko zeskoczyłam mu z ramion. Pobiegłam do pokoju, zamknęłam się na kluczyk. I zaczęłam się głośno śmiać. Wyciągnęłam z szafki szarą bluzkę Harry'ego z napisem 'LOVER' na kieszonce. Z mojej torebki wyciągnęłam jakieś majtki i moje czarne dresy ' ze ściągaczami '. Ostatnio zabrałam ze sobą jakieś rzeczy do torebki gdy szłam do Ari. O nie! Właśnie sobie uświadomiłam że strasznie zaniedbałam swoje przyjaciółki. Nawet nie wiem jak tam u Ariany po tym weselu na którym była z Liam'em. Muszę wrócić do rozmowy z Zayn'em może wszystko sobie wyjaśnimy a on to zaakceptuje. Wiem że pogodził się z Hazzą bo powiedział mu o jakiejś ważnej sprawie o której ja rzekomo nie mogę się dowiedzieć i kazał mu się mną opiekować i że jak mnie skrzywdzi to pożałuje. Wiem o tym bo Harry gdy wyszedł ode mnie ze szpitala gdy jeszcze spałam to pojechał do Zayn'a. Opowiedział mi o tym wszystkim w nocy w szpitalu. Nie chciałam rozmawiać z mulatem. Ale wiem że muszę. Nie mogę tego tak zostawić, chcę się z nim przyjaźnić, nie chcę go stracić. Mam Loczka ale tak naprawdę zależy mi na Zayn'ie nawet po tym co mi zrobił, nie jako chłopaku, jako przyjacielu. Pragnę mieć z nim znów dobry kontakt. Myślę że uda nam się dojść do porozumienia. Ale jeszcze nie teraz. Na razie nie chcę z nim jeszcze gadać. Muszę teraz obmyślić jakiś plan żeby wkurzyć mojego chłopaka.
H: Kocie, wyłaź już. Coś się stało?
L: Nie odzywaj się do mnie pajacu.
Chciałam się zaśmiać ale nie mogłam musiałam wytrzymać i zrealizować mój plan. Otworzyłam drzwi i prześlizgnęłam się przez ramie lokatego który opierał się o futrynę drzwi. Ruszyłam w stronę schodów, zarzuciłam moimi włosami i starałam się iść w miarę ' seksownie '. Kręciłam lekko tyłkiem. I zerknęłam jeszcze tylko na Hazzę tak że nawet nie zauważył że się na niego patrzę. Tak jego wzrok przykuł mój tyłek. Przegryzał wargę i był jak ' w transie '. To jeszcze nie koniec planu zabawa dopiero się zaczyna. Szykuj się Styles. Zeszłam po schodach tak jakby zeskakując ze stopnia na stopień. Lubiłam tak chodzić po schodach. Gdy byłam mała zawsze tak schodziłam i przez to wiele razy się wywaliłam nie bolało bardzo ale 3 razy udało mi się tak nie fortunnie spać że skręcałam kostkę a raz złamałam sobie rękę. Cóż do rzeczy. Weszłam do kuchni. Wzięłam z szafki szklankę, wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy a ze zamrażalki lód. Harry miał taką lodówkę która po przyciśnięciu wrzuca lód ale wolałam te w serduszka z zamrażalnika. Wrzuciłam 5 kostek i nalałam soku. Włożyłam rurkę do szklanki i poszłam do salonu. Włączyłam TV i akurat leciało ' top model '. Postanowiłam że zadzwonię do Ari, stęskniłam się za nią.

** OCZAMI HARRY'EGO **
Ona na pewno coś kombinuje na bank. Bo niby po co szła specjalnie tak kręcąc tyłkiem, żeby mnie wkurzyć ot co. Zeszłam na dół szukając Lucy, siedziała na kanapie oglądając jakiś głupi serial o modelkach. Dzwoniła do kogoś.
L: Cześć kochanie.... No stęskniłam się a teraz mam trochę czasu by z tobą pogadać... Mhm.... Okej możemy pójść do klubu... Dobra, no... Tylko jakoś spławię Hazzę, haha... No super, kocham,  buźka pa. - cmoknęła do telefonu.
H: Jakie kurwa ' kochanie ' !
L: Spadaj!
H: Powiedz kurwa jakie kochanie!
L: Przestań, czy TY uważasz że mogłabym Cię zdradzać? '
H: No wiesz Zayna zdradziłaś. Skąd wiem że mnie nie!
L: Nie, kurwa Ciebie chyba coś na mózg pieprzło. Nie zdradzam Cię, gadałam z Ari. Przed chwilą pieprzyłeś mnie w wannie i rozmawialiśmy o dziecku a teraz co? posądzasz mnie że się puszczam?... Nienawidzę Cię.
H: Ale Lu, co? Prze..... przepraszam.
Nie słuchałam go już szybko pobiegłam na górę do pokoju. Zatrzasnęłam drzwi w łazience i zamknęłam na klucz. Oparłam się o drzwi  i bezwładnie ześlizgnęłam się po nich.



Skuliłam się i zaczęłam płakać. Dławiłam się łzami. Zanosiłam się od płaczu, nie mogłam przestać. To tak cholernie boli jak rani nas osoba którą kochamy na zabój. To tak jakby ktoś wbijał nam nóż w serce. To uczucie jest najgorsze, właśnie takie sprawione przez jedną z najważniejszych osób na świecie. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do swojej przyjaciółki.
A: No hej, jesteś gotowa? Tak szybko.
L: A..A..Ariana, pomóż.
A: Co się dzieje, niunia. Nie płacz.
L: On powiedział że go zdradzam bo Zayn'a zdradziłam więc skąd on ma wiedzieć że mnie nie.
A: Ale skąd to wywnioskował.
L: No.. no wtedy ja... jak do mnie dzwoniłaś i ja do Ciebie mówiłam 'Cześć kochanie' no i że muszę spławić Hazzę i że możemy pójść do klubu. No .. no i on to wziął że dzwoniłam do kochanka. Proszę przyjedź po mnie.
A: No dobrze, podaj mi adres.
L: Wyślę Ci sms'em. Tylko szybko.
A: Ok.
Rozłączyłam się i wysłałam adres Ari. Schowałam twarz w ręce jakbym nie chciała żeby ktoś zobaczył. Wstałam i podeszłam do lusterka. Byłam cała rozmazana. Napuchnięte, czerwone oczy. Moja twarz wyglądała jak burak. Spojrzałam na swoje nadgarstki na których było kilka prawie nie widocznych blizn. Tak cięłam się. Przestałam już. Wygrałam z żyletką. Musiałam być silna i tak nie miałam czym się pociąć. A z maszynki Hazzy jej wyciągać nie będę. Muszę dać radę, nie mogę tego zrobić, jak zacznę to znów będę to robić. Nie chcę znów przez to przechodzić. Obiecałam sobie, Ari, mamie, Emmie.... no i.... Zayn'owi. Kurwa, Lu nie myśl o tym. Bądź twarda! Bądź do cholery twarda. Nie mogę się poddać.
H: Kochanie wyjdź, proszę.
L: Odejdź stąd.
H: Lucy..proszę.
L: ...
H: Lucy, odezwij się.
L: ...
H: Proszę daj mi szansę. Ja ci to wytłumaczę.
L: Nie mamy o czym gadać rozumiesz? Nie mamy! Spieprzaj!

* Oczami Ariany *
Dostałam sms'a od Lucy. Wsadziłam telefon i klucze od auta do kieszeni moich granatowych rurek i szybko wybiegłam na dwór. Weszłam do garażu. Otworzyłam auta i odpaliłam. Wyjechałam szybko poza teren mojego mieszkania i migiem ruszyłam do celu. Jechałam jakieś 120 km/h droga była pusta, puściutka dosłownie, więc czemu miałabym nie przyśpieszyć, tu chodzi o moją przyjaciółkę. Mimo tego że do domu Hazzy mam pół godziny dojechałam tam w piętnaście. Tak jak mówiłam na drodze nie było ani żywej duszy. Zaparkowałam przy willi i wyskoczyłam z auta jak poparzona. Zatrzasnęłam drzwi nawet nie zamykając auta. Wbiegłam szybko po 3 stopniach i nawet nie pukając wparowałam do domu loczka.
A: Lucy! Gdzie jesteś.
H: Ariana, dobrze że jesteś, powiedz jej coś, namów ją żeby ze mną porozmawiała.
A: Co? Ty chyba sobie żartujesz! Skrzywdziłeś ją jak cholera. Dzwoniła do mnie tak zapłakana że nie mogła wydusić z siebie słowa. Ty się lepiej módl żeby się nie pocięła bo jeżeli tak to Cię chyba rozpiepieprze tu na miejscu. Odejdź mi stąd gdzie ona jest!
H: Jak? Jak pocięła? Czy ona miała z tym problem?
A: Nie powinno Cię to teraz interesować! Mogłeś się wcześniej zastanowić nad tym co robisz! Gdzie ona jest do cholery!
H: W łazience, schodami o góry, skręć w lewo i pierwsze drzwi po prawo.
Wbiegłam szybko na górę. Powiem szczerze można zgubić się w tym domu. Naprawdę. Zapukałam do drzwi.
L: Kurwa! Mówiłam Ci odejdź stąd.
A: Spokojnie Lu, to ja Ariana.
L: Już Ci otwieram.
Otworzyła drzwi a ja ujrzałam zapłakaną przyjaciółkę. Napuchnięte oczy. Na pewno bardzo płakała. Przytuliłam ją mocno i głaskałam po plecach w górę i w dół. To ją uspokajało. Ściągnęłam szybko swoją kurtkę i na nią ubrałam.
L: Zabierz mnie stąd, proszę.
A: Po to tu jestem, chodź.
Wzięłam swoją przyjaciółkę pod ramię i zaprowadziłam w dół po schodach gdzie czekał już zdenerwowany Harry.
H: Lucy! Proszę pogadajmy!
A: Odejdź stąd! Nie teraz.
Zobaczyłam że płakał. Tak płakał. Nie tak bardzo ale pojedyncze łzy spływały po jego policzku.

Wow, naprawdę jest wrażliwy. Wyszłyśmy z Lu z jego domu. Zaprowadziłam ją do auta na miejsce pasażera. Ja zajęłam swoje miejsce i ruszyłyśmy. Tym razem nie jechałam tak szybko, wiem że Lucy nie lubi szybkiej jazdy i jest roztrzęsiona. Ufałam jej ale jedno pytanie nie dawało mi spokoju. Musiałam ją o to zapytać.
A: Lucy, nie to że Ci nie ufam czy coś ale się o Ciebie martwię i chcę się zapytać czy...
L: Nie, nie cięłam się. Chciałam ale nie mogłam, musiałam być silna, obiecałam to Tobie, Emmie, mamie no i Zayn'owi też obiecałam.
A: Dziękuję.
L: Za co?
A: Za to że tego nie zrobiłaś i za to że jesteś taka silna.
Dojechałyśmy do domu po 30 minutach. Weszłyśmy do mieszkania a ja postanowiłam że przyrządzę nam coś gorącego do picia.
A: Kakao?
L: Tak, kakao będzie super.
Poszłam do kuchni i chwilę później wróciłam ze szklankami z gorącą cieczą.
Upiłam łyk napoju po czym Lu zrobiła to samo.
A: Lepiej?
L: Tak o wiele. Ale wciąż bolą mnie jego słowa. Kocham go. Jak on mógł tak powiedzieć.
A: Nie wiem kochana, nie wiem. Wszystko będzie dobrze. Na pewno się pogodzicie.
L: Mam nadzieję.
A: A teraz się uśmiechnij. Proooszę.
L: Ehh, ok.
A: O nie! Ładniej proszę.
L: Ari!
A: No weź.
Szturchałam ją a ta w końcu się uśmiechnęła.
L: Ugh! Zadowolona?
A: I to jak!
L: Kocham Cię! Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła.
A: Po to tu jestem. Pogadasz z nim?
L: Tak, ale nie dziś i nie jutro, muszę sobie wszystko poukładać.
A: Ok, ja nie naciskam.
L: No i między innymi za to Cię kocham wariatko.
A: Dobra chodź pójdziemy już może spać. Jestem zmęczona a Ty to pewnie już tym bardziej.
L: O tak, sen, tego właśnie potrzebuję.
A: Haha, chodź.


CIĄG DALSZY NASTĄPI...

Mam nadzieję że spodobał wam się taki rozdział z kilkoma gifami i taki długi. Liczę na komentarze bo to motywuje. No to papatki. Kolejny rozdział na pewno pojawi się nie długo. Może nawet jutro lub pojutrze. Ostatnio złapała mnie wielka wena. TRZYMAJCIE SIĘ PA! <3

wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział piąty

- Co taka ślicznotka, robi sama, o tej godzinie w parku? 
Nie odezwałam, nie miałam najmniejszego zamiaru. Miałam nadzieję że on sobie pójdzie. Bałam się jak cholera ale starałam się nie pokazywać swoich uczuć. 
- No dalej odpowiedz. 
- Odejdź stąd. 
- No już jeszcze będziesz mi rozkazywała, ha! 
- Odejdź stąd, skurwysynie. 
Powiedziałam, i po chwili pożałowałam, że zdecydowałam się mu odpowiadać. Ponownie poczułam ból policzka, teraz jeszcze mocniejszy na drugi policzek. 
- Grzeczniej suko! - powiedział i szarpnął mnie za włosy. 
- Idziemy ! 
- Nie ! 
Uderzył mnie ponownie w twarz. Podniósł mnie z ławki i przerzucił mnie na swoje lewe ramie. Wierzgałam się, kopałam go, gryzłam ale on był jak głaz. Po chwili zaczęłam krzyczeć ale mężczyzna zakrył moje usta swoją wielką, śmierdzącą papierosami ręką. Poddałam się już wiedziałam co mnie czeka. 

**OCZAMI HARRY'EGO **
Pobiegłem szybko do parku. Szukałem jej wszędzie. Nagle na ławce zauważyłem iPhona. Wziąłem go do rąk. Na tapecie było moje zdjęcie i Lu. Zacząłem drzeć się na cały głos jej imię. Biegłem przed siebie. Dotarłem na jakąś obskurną dzielnice. Usłyszałem czyjś pisk. Głośny płacz i wołanie o pomoc. 
-Zostaw mnie w spokoju! Nie krzywdź mnie. 
-Zamknij się, mam ochotę się zabawić. 
Podbiegłem szybko tam i zobaczyłem tego chuja dobierającego się do mojej Lucy. Miała rozdarte ciuchu, na jej policzkach były 2 czerwone odciski dłoni. Na rękach i nogach miała kilka siniaków. Podrapaną twarz. Rozczochrane włosy. Zniszczony makijaż. A co najgorsze, płakała, płakała jak szalona, nie mogła wydusić słowa. 
- Zostaw ją ty pojebie! 
Podbiegłem szybko do niego i zacząłem się z nim szarpać. Rzuciłem Lucy telefon i kazałem zadzwonić na policję. Ona nie miała sił. Ale jednak to zrobiła. Gdy usłyszałem. "Halo, policja?..." przestałem szarpać się z tym gwałcicielem ale on nie dawał za wygraną, uderzył mnie pięścią w policzek a ja kopnąłem go w krocze. Chwilę leżał ale się podniósł i zaczął uciekać. Postanowiłem za nim biec ale po chwili się wróciłem bo nie mogłem zostawić Lucy w tym zaułku. Wziąłem ją na ręce i mocno przytuliłem w między czasie zadzwoniłem jeszcze po pogotowie. Chwilę po tym policja już dotarła a za nimi karetka. 
P: Gdzie jest przestępca? I kim jest dla pana poszkodowana.
H: Uciekł próbowałem bo utrzymać, szarpałem się z nim ale uciekł. Jest moją... żoną. - palnąłem bez namysłu.
P: Czy pokrzywdzona może zeznawać i powiedzieć nam jak wyglądał ten człowiek a my stworzymy portret pamięciowy? 
Spojrzał na Lucy którą na noszach wkładali do karetki. 
H: Dzisiaj? Dzisiaj na pewno nie, nie teraz. Ja, nie mogę już z państwem gadać muszę jechać z moją ukochaną do szpitala. Ja mogę zeznawać bo pamiętam jego twarz ale nie dziś, jutro tak, na pewno.
Powiedziałem i pobiegłem do karetki pytając się czy mogę jechać z nimi. Pozwolili a ja wszedłem i złapałem moją miłość za rękę. Była roztrzęsiona patrzyła wciąż w jeden punkt. Boże, jak ja się cieszę że to skończyło się tylko tak, że on jej nie zgwałcił. Nie darował bym sobie tego że nie pobiegłem za nią wcześniej. 
Od razu gdy wybiegła. Moje oczy się zeszkliły, gdy widziałem jak ona wygląda. Pocałowałem ją w czoło. Ale ona drgnęła tak jakby mnie się bała. Jakby przerażał ją każdy mój dotyk. Dojechaliśmy do szpitala. Ratownicy szybko wyciągnęli Lu na noszach z karetki i zawieźli ją na przegląd, czy konieczna jest operacja i tak dalej. Była w gabinecie jakieś pół godziny ale na szczęście nic złego oprócz siniaków i zadrapań się nie stało. Zabrali ją jeszcze na salę obserwacji na kilka dni i podali leki uspokajające, jakieś leki przeciw bólowe i podłączyli kroplówkę. Siedziałem z nią już 4 godziny cały czas trzymając ją za rękę i patrząc jak śpi. Nagle zaczęła coś majaczyć " Zostaw mnie! Odejdź stąd! Proszę nie krzywdź mnie! Harry pomocy! Proszę kochanie pomóż mi, Harry! " Przestraszyłem się szybko zawołałem panią doktor a ona wraz z pielęgniarką wpadły do sali i zaczęły klepać Lucy po buzi i mówić jej imię. Otworzyła szeroko oczy i zapytała co się dzieję. Kobieta podała jej jakieś leki i odeszła mówiąc jeszcze że po takim zdarzeniu tego typu ataki się zdarzają. Patrzyłem na moją ukochaną a ona na mnie, jej oczy były takie słabe ale już nie były spuchnięte i czerwone od płaczu. Mimo że zmęczone to wciąż piękne. 
L: Ha...Ha.. Harry. 
H: Cii, nic nie mów spokojnie. 
L: Bo...bo boję się.
H: Nic się nie dzieję, jestem z tobą, jesteś bezpieczna. 
L: Zi...zi...zimno miii...ii przy..tul.. mnie 
H: Zdjąłem buty i położyłem się obok mojej Lu. Przytuliłem ją i pocałowałem w czoło. Ta zwinęła się w kłębek i po cichutku powiedziała do mnie "Kocham Cię". Zasnęła. Byłem zmęczony więc i ja udałem się do krainy Morfeusza. 
D (pani Doktor) : Proszę pana, co pan robi. 
H: Nic, nic, śpie byłem zmęczony a Lu mnie o to poprosiła. 
D: Ale pora odwiedzin już dawno się skończyła. 
H: No pani doktor, proszę. Muszę tu z nią być. 
D: Dobrze, tylko dla tego że jest pan idolem mojej córki. Ale musisz mi dać autograf dla niej. 
H: Jeżeli dzięki temu będę mógł zostać a pani córka to directioner w takim razie mogę nagiąć zasady. - zaśmiałem się .
D: Proszę sobie nie żartować. 
Powiedziała kobieta i podała mi kartkę i długopis. 
H: Jak nazywa się córka?
D: Kelly.
H: Okej proszę bardzo.- powiedziałem z uśmiechem.
D: Dziękuję a teraz może pan wracać do swojej żony.
H: Tak, tak, żony. - na słowa pani doktor buzia sama mi się zaśmiała uważają nas za małżeństwo, hm, cudowne uczucie. 

** OCZAMI LUCY ** 
Przebudziłam się jakoś chwilę przed ósmą, wpatrywałam się w mój ideał i zaczęłam bawić się jego lokami. Od razu zmarszczył nos a gdy otworzył oczy szeroko się uśmiechnął ukazując swoje dołeczki.
H: Dzień dobry kochanie. 
L: Wiesz, co dziś mogę wrócić do domu, o 10 dostanę wypis i możemy iść do domu. Czuję się lepiej. A i dziękuję. 
H: Za co? 
L: Za to że mnie uratowałeś. Gdyby nie Ty to... - zacięłam się a do moich oczu napłynęły łzy, jedna słona łza spłynęła po moim policzku a zaraz po niej następne wyznaczały drogi na mojej twarzy. Nie broniłam się przed nimi. Harry złapał moją twarz i kciukiem wytarł moje łzy. 
H: Ciiicho, nie musisz tego mówić, nic ci nie zrobił to jest najważniejsze. 
L: Kocham Cię. I właśnie za to Ci dziękuje.
H: To co nawet nie musisz pakować rzeczy które Ci przywiozłem. 
L: No to w sumie dobrze. 
H: Jedziemy do mnie czy do Ciebie.
L: Obojętnie chcę tylko być przy tobie. 
H: No to może być do mnie? 
L: Może. 
H: Kocham Cię. 
Była już 10:30 Lucy dostała wypis a my kierowaliśmy się do drzwi. Zatrzymała nas pani doktor. 
D: Panno Styles. Tutaj ma pani jeszcze receptę na leki uspokajające, gdyby coś się działo proszę pańskiego męża o podanie pani ich. 
L: Emm, oczywiście, pani doktor. 
D: No to do widzenia. 
L, H: Do widzienia. 
L: Ekhem... Panno Styles? Nie przypominam sobie żebym wychodziła za ciebie za mąż. - zaśmiała się i pocałowała mnie w usta. 
H: No co? Pytali się kim jestem myślałem że mnie nie wpuszczą więc powiedziałem że jesteś moją żoną no i jak kazali podać twoje dane to powiedziałem że jesteś Lucy Styles. Nie podoba Ci się twoje imię z moim nazwiskiem, hmm? 
L: Oczywiście że podoba, głupku.

H: A i jest jeszcze jedna sprawa nigdy nie wychodzisz sama na spacery czy gdziekolwiek w nocy lub wieczorem.
L: Oczywiście. Może jeszcze nie mogę chodzić sama w dzień ? - zaśmiałam się. 
H: Nad tym się też zastanowię i zastanowię się nad ochroną dla Ciebie. I jest jeszcze coś mniej miłego.
L: Hm? 
H: Emm, będziesz musiała składać zeznania na policji, i ja też. Nie musisz mówić jak wygląda ja to powiem, po prostu chcą stworzyć portret pamięciowy. 
L: Dobrze, ale masz wejść ze mną i trzymać mnie za rękę, dobrze?
H: Oczywiście. 
L: Kochanie, chodźmy do starbucks'a na jakąś kawę. Bo śpię na stojąco. 
H: Okej. 
Powiedział po czym dał mi buziaka w policzek.

Weszliśmy do 'kawiarni' i zamówiliśmy latte. Ruszyliśmy do domu, po drodze pijąc nasze kawy. Gdy doszliśmy do domu wyrzuciłam puste kubki do śmieci i położyłam się padnięta na łóżko. 
H: Chcesz się iść wykąpać? 
L: Ooo, tak! Ale nalej całą wannę wody, dolej olejków i zrób dużo piany i wrzuć tą całą kulę musującą, o zapachu... truskawki. 
H: Oczywiście, dla Ciebie wszystko. 
L: Chyba że Ci się nie chce. 
H: Nie, jakby mi się nie chciało to bym nie pytał. 
Podszedł jeszcze do mnie i namiętnie pocałował w usta. Pogłębiając się w pocałunku. Polizał moją dolną wargę prosząc o dostęp. Odchyliłam lekko usta pozwalając mu aby dołączył język. Przegryzłam lekko jego wargę i oderwałam się od Hazzy. 
H: Mmm, super smakujesz. 
L: Ty to już całkiem.
H: No dobra idę przygotować Ci tą kąpiel. 

** OCZAMI HARRY'EGO**
Ruszyłem do łazienki, nalałem całą wannę gorącej ale nie parzącej wody do wanny, dolałem jakiś tam olejków o które prosiła Lu i te wszystkie duperele następnie pod lejący się strumień wody wlałem prawie cały płyn do kąpieli aby utworzyła się piana. Wziąłem jeszcze jakieś świeczki i porozpalałem na kafelkowej półce. Oraz na szerokich rogach wanny. Postanowiłem jeszcze dorzucić płatki róż. Wyciągnąłem z szafki reklamóweczę z wysuszonymi płatkami czerwonych róż. Wrzuciłem je do wanny, zgasiłem światło bo świeczki oświetlały całe pomieszcznie i poszedłem po moją Lu.

Wziąłem ją na ręce. Zaniosłem do wanny i zacząłem rozbierać. Z tego co widziałem podobało jej się to. Gdy już zakończyłem tą czynność wziąłem ją i wsadziłem do wanny. Gdy już zmierzałem do wyjścia usłyszałem.
L: A gdzie Ty się wybierasz.
H: No do salonu. 
L: Chyba zgłupiałeś, chodź do mnie. 
Powiedziała i wyciągnęła do mnie ręce. W szybkim tępię się rozebrałem i zająłem miejsce za plecami Lucy. Odchyliła głowę tak że miała ją na moim torsie. Gładziłem ją po ramionach i plecach. 
L: Właśnie sobie uświadomiłam że nie robiliśmy jeszcze tego w wannie. 
H: Wow, naprawdę? Trzeba to nadrobić. 
L: Tak, tak ale nie teraz. Masuj mnie tak jak wcześniej, to takie przyjemne. 
H: Oczywiście, moja księżniczko. 

CIĄG DALSZY NASTĄPI... 

ok przepraszam że tyle mnie nie było ale już wracam na dobre, hah. :D Mam nadzieję że rozdział wam się spodobał. Okej no to pa. :) 

sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział Czawarty


| czeeeść pysiaki ! Wiem że długo mnie nie było i chcę was bardzo przeprosić za nieobecność. Po prostu nie miałam weny ale też są wakacje a ja nie chcę spędzać ich przed komputerem tylko poza domem. Praktycznie codziennie przez tą całą moją nieobecność mój plan dnia wyglądał następująco : wstać, zjeść szybkie śniadanie, pojechać rowerem do przyjaciół, nad wodę/lub do miasta, ogólnie w różne miejsca, wracałam do domu około 22-00 bo jeszcze gdzieś wychodziłam na wioskę, kąpiel i luli, po ciężkim dniu. Dopiero dziś znalazłam chwilę ponieważ nie najlepiej sie czuję i leżę w łóżku. MIŁEGO CZYTANIA, xoxo. ;) |
** L: Halo, halo, Ty też. Musisz się wytłumaczyć jak to odbiłeś mu dziewczynę.
H: Haha, bardzo śmieszne, jesteś okropna.
L: Wiem, i za to mnie kochasz prawda?
H: Między innymi. - pocałowałam go.
L: To będzie trudna rozmowa.
H: Na pewno.
L: Chodź wstajemy zrobimy coś do jedzenia.
H: O nie! Nie potrafię gotować.
L: To się nauczysz. Inaczej będę cie bić patelnią po głowie.
H: Nie, zniszczysz mi fryzurę i zrobisz mi krzywdę. Jestem za przystojny żeby umierać.
L: Jesteś pusty.
H: Też Cię kocham.
L: Ja Ciebie nie.
H: Przed chwilą chciałaś zostawiać Zayna dla mnie.
L: Oj no wiem, kocham Cie jak szalona.
H: Mnie wszyscy kochają.
L: Nie pochlebiaj sobie. Jesteś tylko mój.
H: Niech Ci będzie.
L: No!
Złożyłam krutki pocałunek na jego ustach i uciekłam do kuchni.***

H: Chodź tutaj!

L: To mnie złap.
H: Myślisz że mi się nie uda ?
L: Tak, tak myślę.
Oboje się zaśmialiśmy a ja zaczęłam uciekać po całym domu Hazzy. Był wielki więc mogłam się gdzieś schować. Wbiegłam do pierwszego lepszego pokoju. Zobaczyłam tam pianino, pełno plakatów i obrazów 1D, gitarę, perkusję, 5 mikrofonów, jakieś teksty, ciąg nut, i 4 stosy listów, zapewne od fanek. Wzięłam z pianina jakąś kartkę z zapewne z tekstem piosenki, i zaczęłam czytać :
You don’t understand, you don’t understand
What you do to me when you hold his hand
We were meant to be, but a twist of fate
Made it so we had to walk away
'Cause we're on fire, we are on fire
We’re on fire now
Yeah, we’re on fire, we are on fire
We’re on fire now
One, two, three!
I don’t care what people say when we’re together
You know I wanna be the one who hold you when you sleep
I just want it to be you and I forever
I know you wanna leave so come on


**Oczami Harry'ego ***

Szukałem jej po całym domu aż wreszcie znalazłem ją w moim 'mini studio' miała na uszach słuchawki więc postanowiłem się skraść i zobaczyć co robi. Podszedłem cichutko do dziewczyny a ona nawet sie nie ruszyła. Zapewne słuchała podkładu ponieważ trzymała tekst piosenki. Dziewczyna nuciła pod nosem słowa więc dokładnie wiedziałem w którym miejscu jest. Ściągnąłem jej słuchawki z uszu a ta się wystraszyła bo aż podskoczyła ale nie odwracała się. Odgarnąłem kosmyk włosów z jej ucha  i mruknąłem do jej do ucha :
H: Baby be with me so happily
L: Harry! Wystraszyłeś mnie!
H: Przepraszam.
L: Głupek, gamoń, świr.
H: I tak wiem że mnie kochasz
L: Niestety.
H: Hahaha.
L: No i z czego się śmiejesz?
H: Z niczego. Masz ciarki gdy dla ciebie śpiewam.
L: Nieeee. - powiedziała po czym 'strzeliła buraka'
H: Słodko wyglądasz gdy się rumienisz.
L: Mhm. Harry?
H: Tak?
L: Zaśpiewasz dla mnie coś jeszcze?
H: Hmm, ale to nie tak za darmo.
L: Czego chcesz?
H: Nie wiem, nie wiem.
Hazz udał zamyślonego i oblizał usta. Widząc to szturchnęłam go lekko by opadł na fotel. Siadłam na nim okrakiem, złapałam za policzki i wpiłam się w jego usta dołączając stopniowo język. Gdy nie mogłam złapać oddechu oderwałam się od chłopaka po czym ponownie całowałam go w usta. Nagle poczułam 'wybrzuszenie' w jego spodniach. Zachichotałam mu do ust i rozłączyłam nasze usta.
L: Może lepiej zrobimy sobie przerwę bo za mocno się napalisz. Hahaha.
H: Bardzo śmieszne. Nie zaśpiewam za to.
L: Proooszę. - zrobiłam minę 'zbitego psa'
H: Ohh, no dobra !
WŁĄCZ Podszedł do jakiejś wieży włożył płytę z podkładem, mikrofon i zaczął śpiewać :
I figured it out
I figured it out from black and white
Seconds and hours
Maybe they had to take some time
I know how it goes
I know how it goes from wrong and right
Silence and sound
Did they ever hold each other tight like us?
Did they ever fight like us?
You and I
We don't wanna be like them
We can make it 'till the end
Nothing can come between
You and I
Not even the Gods above
Can seperate the two of us
No, nothing can come between
You and I
Oh, You and I
I figured it out
Saw the mistakes of up and down
Meet in the middle
There's always room for common ground
I see what it's like
I see what it's like for day and night
Never together
Cause they see the things in a different light
Like us
But they never tried like us
You and I
We don't wanna be like them
We can make it 'till the end
Nothing can come between
You and I
Not even the Gods above
Can seperate the two of us
Cause You and I
We don't wanna be like them
We can make it 'till the end
Nothing can come between
You and I
Not even the Gods above
Can seperate the two of us
No, nothing can come between
You and I
You and I
Oh, You and I
You and I
We can make it if we try
You and I
Oh, You and I
You and I

Gdy to śpiewał robił to z takim uczuciem że po prostu nie wytrzymałam i rozpłakałam się jak małe dziecko. Ten tekst strasznie mnie ruszył, opisuje idealnie nasze uczucia i to co się teraz dzieje. Podeszłam do Harry'ego usiadłam mu okrakiem na kolanach i mocno się przytuliłam najmocniej jak tylko mogłam. Gdy skończył złapał mnie za biodra i podniósł po czym postawił na ziemi sam wstał i patrzył mi się głęboko w oczy, miał je zeszklone tak jakby zaraz miał po prostu się rozbeczeć. Wiedziałam że on też źle się z tym czuję. Tak strasznie żałuję że nie zakochałam się w nim wcześniej przecież kolegowałam się z chłopaki a z nim przyjaźniłam. Kocham Zayna nie da się tego wymazać. Nie da się tak po prostu z dnia na dzień przestać kochać i zapomnieć o osobie którą się tak cholernie kochało i było z nią 3 lata. Przytuliłam się jeszcze mocniej do Hazzy a ten głaskał mnie po głowie. Tak bardzo chciałabym aby tej rozmowy nie było. Mam ochotę uciec z Harrym jak najdalej stąd. Ale nie mogę. Nie potrafię uciec tak bez słowa. Wiem że muszę powiedzieć wszystko mulatowi ale boję się że bardzo go zranię. Nie chcę tego. Dlaczego to wszystko musi być takie trudne.
H: Kochanie, o czym tak myślisz?
L: Nie o niczym.
H: Na pewno?
L: Tak.
H: Wiem że go wciąż kochasz. Nie okłamuj mnie.
L: No tak kocham. Nie potrafię się tak szybko odkochać. Ale teraz wiem że zbyt bardzo Cie kocham i chcę być z Tobą.
H: Jeżeli nie możesz się zdecydować, musisz to wszystko przemyśleć ja poczekam i nie chcesz rozstawać się z Zaynem bo go za mocno kochasz to ja zrozumiem. A obiecuję że Zayn o niczym się nie dowie.
L: Nie Harry nie mogę go okłamywać. Muszę mu to powiedzieć. Chcę mieć to już za sobą.
H: Jak uważasz.
L: Ale strasznie boję się że przeze mnie rozpadnie się zespół. Że Zayn nas znienawidzi i nie będzie już chciał z Tobą pracować. Wasza przyjaźń może tego nie przetrwać. Boję się.
H: Nie bój się. Bądźmy dobrej myśli.
L: Ale...
H:Żadnego ale, nawet jeśli to chłopaki na pewno nie pozwolą mu odejść. A może Zayn zrozumie że się kochamy i nie będzie miał nam tego za złe. A jeżeli się okażę że Cię zdradzał to tym bardziej. Nie pozwolę mu Cię skrzywdzić.
L: Dobrze.
H: A jak zespół się rozpadnie to mamy siebie. Wyjedziemy gdzieś i założymy rodzinę.
L: Hahahaha, na pewno. A teraz chodź bo jestem głodna jak wilk.
H: No to chodź.
Wziął mnie na ręce tak że jedną rękę dał pod moją głowę a drugą pod zgięcie nóg. Tak jak to wchodzą nowożeńcy przez drzwi. Zeszliśmy na dół. A Harry posadził mnie na blacie. Zeskoczyłam z niego na co on się zaśmiał. Podeszłam do lodówki, otworzyłam ją i przez dłuższą chwilkę zastanawiałam się co przygotować.
L: Kochanie a może naleśniki?
H: Okej.
L: Z bitą śmietaną, truskawkami, malinami, i bitą śmietaną …. o i jeszcze z cukrem pudrem i polewą czekoladową.
H: Wow, cóż za bomba kaloryczna. Chcesz żebym cukrzycy dostał?
L: Ja dostaję cukrzycy całując cię. Twoje usta są takie słodkie.
H: Uhuhu. Cieszę się.
Podeszłam do szafki i wyciągnęłam wszystkie potrzebne składniki. L: A może byś mi tak pomógł? - krzyknęłam nie mogąc dosięgnąć do szafki gdzie była mąka. A on cały czas się patrzył i śmiał. No w końcu 164 to nie tak dużo jak na mój wiek. Harry podszedł do mnie wyciągnął mąkę z szafki i pocałował mnie w głowę po czym podam torebkę z mąką.
H: Proszę mikrusie.
L: Wrr! Nie nazywaj mnie tak!
H: Oj cicho już skarbie – zamknął moje usta pocałunkiem na co go odepchałam.
L: Przepraszam bardzo! Jestem głodna.
H: Ehh, ok.
L: Pomożesz robić mi te naleśniki?
H: Dobrze maleństwo.
H: Harry!
L: No dobrze już dobrze.
Zaczęliśmy robić nasze naleśniki. Ale nie obeszło się bez wygłupiania. Wszędzie była mąka. Dosłownie. Gdy skończyliśmy smażyć naleśniki. Poszłam wziąć szmatkę i się trochę wytrzeć z mąki. Gdy się odwróciłam Harry dmuchnął we mnie cukrem pudrem. Dobrze że odruchowo zamknęłam oczy.
L: Małpo!
H: Też cię kocham. Jak chcesz mogę to z Ciebie zlizać.
L: Nie dziękuję.
Odeszłam udając focha i napsikałam na rękę bitej śmietany w areozolu. Podeszłam do Hazzy od tyłu i drugą ręką szturchnęłam go w ramię żeby się odwrócił. Gdy to zrobił cisnęłam ręka w jego twarz. Jego twarz była cała biała. Wzięłam jeszcze małą truskawkę i położyłam ją na jego nosie. Po czym pocałowałam go w usta i się oblizałam. Następnie wzięłam truskawkę z jego nosa i ją zjadłam. Pocałowałam go jeszcze w nos i ponownie się oblizałam i wybuchłam śmiechem.
H: Wrr! Czy Ty zawsze musisz robić mi na złość i zawsze mi oddawać.
L: Tak skarbie! Oduczysz się dokuczania mi.
H: Ehh! Co ja się z Tobą mam.
L: A teraz idź brudasie się umyj i wracaj tu do mnie.
H: Tak jest kapitanie – zasalutował.
Zaśmiałam się cicho i wróciłam do robienia naleśników. Wzięłam jeden i spryskałam go bitą śmietaną następnie dodałam truskawki i maliny posypałam wszystko cukrem pudrem i polewą. Wyglądało to tak pysznie. Poczyniłam tak też zresztą pancake'ów gdy skończyłam ułożyłam wszystkie na duży talerz a mi i Harry'emu dałam po jednym na średnie talerze. Nagle poczułam duże dłonie na biodrach.
L: Długo Cię nie było.
H: Już dawno się umyłem ale patrzyłem jak przygotowujesz naleśniki. Wiesz gdy się ruszasz kręcisz dupą to takie grrr... a i ładnie śpiewasz.
L: Zboczuch! Nie prawda, fatalnie śpiewam.
H. Nie kłóć się.
L: Nie kłócę się mówie prawdę.
H: Tak, tak.
L: Możemy w końcu zacząć jeść.
H: Skoro nalegasz.
Puścił mnie po czym przegryzł płatek mojego ucha. Moje ciało przeszedł dreszcz. Usiedliśmy do blatu i zaczęliśmy jeść. Jejku jakie to było dobre.
** OCZAMI HARRY'EGO**
Wow, Lu jest świetną kucharką! Jeszcze nigdy nie jadłem tak pysznych naleśników. Postanowiliśmy że po jedzeniu pojedziemy do Zayn'a stresowałem się ale próbowałem nie dać po sobie tego poznać.

** OCZAMI ZAYN'A **
Kurwa mać! Gdzie ona jest! A może coś jej się stało? Mam nadzieję że nie. Nigdy bym sobie tego nie darował. Sam bym się zabił. Na pewno jest u Ariany albo tej drugiej, jak jej tam zapomniałem. Poszedłem do barku po piwo. Siadłem na fotelu i wypiłem je tak jakbym nie miał przełyku. Wziąłem sobie jeszcze wódkę i robiłem sobie drinki. Byłem już ostro najebany. Kolejny dzień z rzędu. No cóż takie moje popierdolone życie. Ułożyłem się wygodnie na kanapie i odpaliłem papierosa. Gdy Lu była nie pozwalała mi palić w domu ale w sumie teraz jej nie ma. Mam wyjebane na wszystko. Nagle usłyszałem dźwięk przekręcania klucza. Byłem pewien że to Lucy ale nie chciało mi się wstawać z kanapy.
L: Boże, jak tu śmierdzi.
Na środku salonu stanęła Lu, z... no właśnie z nim. Co on tutaj robi. Przetarłem oczy bo nie wiedziałem co się dzieje. Trzymali się za ręce. Hazz zabrał mi pilota i wyłączył telewizor.
Z: Co tu się do chuja dzieje!

** OCZAMI LU **

L: Ja pierdolę ! Zayn jesteś najebany !
Z: No co mojej dupy nie było w domu to się chlało nie?
L: Nie mów tak o mnie !
Z: Będę sobie mówił jak chcę. Zresztą widzę że już sobie znalazłam pocieszenie. Bo co ? Bo nie chciałem Cię wyruchać ?
L: Przestań!
H: Kurwa! Zayn! Zamknij się nie widzisz jak ją to boli? Pojebało Cię do reszty? Ona płacze! Przez Ciebie... znowu. Jesteś takim jebanym cwelem że pozwoliłeś jej chodzić samej w nocy po parku całej zapłakanej i bezbronnej dobrze wiesz co się teraz dzieje w Londynie! Ktoś mógł ją zgwałcić!
Z: Stul pysk! Ty ją chyba zgwałciłeś!
L: Przestań! - dławiłam się łzami.
L: Do cholery! Jeszcze przed chwilą byłam pewna że wciąż Cię kocham ale teraz? Nie czuję do Ciebie już nic jesteś dla mnie nikim! Rozumiesz? Kocham Harry'ego i nie pozwolę Ci żebyś mnie obrażał a tym bardziej jego! Nie, nie zgwałcił mnie ale dał mi 100 procentową przyjemność jakiej nie czułam nigdy. Tak przespałam się z nim. Tak kocham go! Tak nienawidzę Cię! Tak mam Cię w dupie. On się mną zaopiekował. Nigdy nie czułam się tak kochana i taka bezpieczna. Teraz mogę powiedzieć że byłeś najgorszą ale za razem jedną z najlepszych decyzji jakie podjęłam. Jesteś kompletnym pojebem i nie mam zamiaru Cię już dłużej oglądać.
Z: Ty dziwko!
Zayn wstał z kanapy i zbliżał się w moim kierunku. Harry stanął przede mną ale ten złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Głośno dyszał a ja cała drżałam ze strachu. Czułam tą okropną woń alkoholu przez którą o mało co nie zemdlałam.
H: Zostaw ją skurwysynie.
Harry szybko podszedł chcąc mnie odciągnąć ale nie tym razem. Zayn był szybszy.
L: Ty chuju!
W pewnym momencie poczułam okropny ból policzka. Pieprznął mnie z całej siły. Zrobiło mi się ciemno przed oczami i lekko się zachwiałam. Nagle zobaczyłam jak Harry rzucił się na Zayna i okładał go pięściami. Odciągnęłam go od niego. Splunęłam na Zayna po czym wybuchnęłam płaczem.
L: Boli jak cholera, wiesz?
Po czym szybko wybiegłam z domu nie patrząc za siebie. Zbiegłam po schodach otworzyłam bramkę i biegłam jak oszalała trzymając się za 'lico'. Nie zatrzymywałam się chciałam tak jakby, uciec od tego. Zapomnieć. Dobiegłam do parku. I usiadłam na ' mojej i Harry'ego' ławce. Bałam się jak cholera ponieważ usłyszałam czyjeś kroku. Nie odwracałam się. W tym momencie chciałam po prostu nie żyć. Gdy ta osoba do mnie podeszła zacisnęłam mocno oczy a na szyi poczułam chłodny i nierównomierny oddech.

CIĄG DALSZY NASTĄPI. . .

Jak myślicie kto to? Gwałciciel? A może ktoś inny? Ja sama jeszcze nie wiem kto to będzie (hihihi) ale postanowiłam że zakończę w takim momencie. A co.
Tym razem rozdział powinien pojawić się zdecydowanie szybciej. Najprawdopodobniej we wtorek. Mam nadzieję że nie jest za krótki ponieważ zajął mi 7,5 str. w open office. Piszcie w komentarzach swoje opinie i podejrzenia. I może wyrażcie swoje zdanie jak chciecie kto to mógłby być. :)Sorry że jakieś takie dziwne kolory raz biały raz czarny ale nie wiem o co cmon. Buziaczki. :*:*