** w tym samym czasie gdy Lu i Ari poszły spać, oczami Harry'ego**
Co ja narobiłem, jak mogłem w ogóle tak powiedzieć. Tak jestem o nią strasznie zazdrosny, ale to nie moja wina, ja po prostu kocham ją na zabój czy to coś złego? Gdybym znał adres Ariany już bym tak pojechał ale cóż. Tak! Liam no właśnie! Przecież on był z nią na weselu na pewno ją odwoził. Wyciągnąłem mojego czarnego iPhona z kieszeni moich szarych spodni i wybrałem numer przyjaciela.
Jeden sygnał, drugi, trzeci, czwarty... nic. Próbowałem się do niego dodzwonić chyba z 10 razy, na marne. Nie odbiera. Kurwa, przecież ja tego tak nie zostawię no! Muszę ją odzyskać zanim będzie za późno. Jestem debilem, kompletnym idiotą. Poszedłem do kuchni. Chwyciłem banana, obrałem go ze skórki i siedząc na parapecie podziwiając uroki londynu nocą jadłem go. Przeniosłem się na kanapę, włączyłem TV, w wiadomościach leciało coś o nas, nie przełączałem, chciałem się trochę pośmiać i posłuchać głupot jakich wygadują na nasz temat.
P ( prezenterka ) : Dzisiaj mamy dla was świeżutkie wiadomości o słodziakach z One Direction. A konkretniej o Zayn'ie, Harry'm i ... no właśnie byłej dziewczynie Zayn'a a obecnej Harry'ego...
H: Ja pierdole! Już się zaczyna te hieny do wszystkiego się przypierdolą.
P: Chodzą plotki że w dzień w którym ślicznotka Lucy Cand, praktykująca modelka, trafiła do szpitala, okropnie pokłóciła się z mulatem. Świadkowie zdarzenia czyli po prostu przechodnie zauważyli zapłakaną, wybiegającą dziewczynę z mieszkania Zayn'a. Jakieś 5 minut później z mieszkanie wybiegł Styles ruszył prawdopodobnie za Lucy. Z tego co się dowiedzieliśmy panna Cand została ofiarą próby gwałtu z której uratował ją właśnie Harry. Cieszymy się że Lucy wyszła z tego bez większego szwanku, ale... martwimy się o tych dwóch przystojniaków, przyjaciół od 4 lat, czy teraz są wrogami, czy się pogodzili, czy może odwrotnie, jak dowodzą pewne źródła chłopcy się pobili ale nic nie wiadomo. Jedyne co możemy jeszcze powiedzieć to życzyć tej słodkiej parze, Hazzie i Lucille szczęścia. Dziękuję Ana Smith.
H: Co za chuje.
Wyłączyłem telewizor i poszedłem do sypialni. Teraz pewnie leżał bym tu z nią. Ona wtuliła by się we mnie, zwinęła się w kulkę i po prostu spała w moich ramionach. Chcę mieć ją tu przy sobie. Chcę czuć to ciepło jej ciała, jest taka idealna. Moja modeleczka. W sumie zastanawiam się jak to możliwe że ona ma zawód modelki a jest niska. Dziwne. Nadrabia sobie urodą, drugiej takiej pięknej by nie znaleźli. Tej nocy myślałem bardzo dużo między innymi co będzie z nami, dużo czasu też rozmyślałem o dziecku. Byłbym najszczęśliwszym facetem na ziemi gdybym miał dziecko z Lucy.
Nie spałem w ogóle już o 7 rano zacząłem wydzwaniać do Liama który oczywiście nie odbierał. Postanowiłem że zadzwonię trochę później nie zamierzam odpuszczać. Wstałem z łóżka i powędrowałem pod prysznic. Odkręciłem kurek z zimną wodą a następnie lekko przekręciłem ten z gorącą. Razem powstała letnia. Ściągnąłem swoje bokserki i wszedłem do kabiny. Strumień wody oblewał całe moje ciało, twarz i włosy. Chwyciłem szampon i nalałem sobie go na włosy, wmasowywałem ciecz w moje loki a następnie spłukałem po powstaniu gęstej piany. Stałem tak jeszcze chwilę ponieważ woda była bardzo przyjemna i nie bardzo chciałem już wychodzić, Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie mnie i Lucy, nie, nie pod prysznicem. Tylko jak stoimy nad łóżeczkiem dziecięcym. Wow Harry tak bardzo zależy Ci na tym dziecku. Tak, zdecydowanie mi odbija nie mogę uwierzyć że tak bardzo zwariowałem na punkcie Cand i tej istoty która się nawet nie narodziła i jeszcze nie wiadomo czy w ogóle istnieje. Chciałbym mieć córeczkę. Moją małą księżniczkę. Miałaby wszystko, naprawdę. Wiem że skakałbym koło niej jak jakiś debil. Byłaby oczkiem w mojej głowie. Wtedy przy sobie miałbym 2 cudowne kobiety. Kurwa, Harry, przestań. Teraz musisz się zastanowić jak odzyskać Lucy. Zakręciłem kurki i wyszedłem z pod prysznica. Ściągnąłem z wieszaka biały, pachnący ręcznik i zawiązałem sobie go w pasie. Opuściłem łazienkę i udałem się do kuchni. Siadłem na krześle przy blacie i nerwowo szukałem oczami mojego telefonu. Zauważyłem go w salonie. Szybko tam pobiegłem, wziąłem go i zadzwoniłem do Liaśka. Jeden sygnał, drugi... nareszcie odebrał.
H: Cześć stary! Czego do cholery tyle nie odbierałeś.
L: No siema Harry, sorry miałem wyciszony telefon i zostawiłem go w domu a byłem u Dan. Słyszałem o akcji z Zayn'em i Lu. Pogodziłeś się z Zayn'em i wszystko jest ok, tak?
H: Tak, tak wszystko jest dobrze.
L: Stary co Ty taki jakiś dziwny.
H: Nie ważne. Potrzebuję adresu Ariany.
L: Ale po co Ci on?
H: Muszę pogadać z Lucy, kiedy indziej ci wytłumaczę, podaj mi ten adres.
L: To jest jakieś mieszkanie na Oxford Streed nie jestem pewny jaki numer, sorry.
H: Kurwa! A pamiętasz chociaż ile miało pięter to mieszkanie, jak wyglądało, może jakieś graffiti na nim było no stary, to jest bardzo ważne.
L: Hm, no no tak, 10 pięter, taki biały budynek i takie jakby obramowania okien były brązowe. Nic więcej szczególnego nie, ale myślę że na OS jest tylko jeden taki blok więc nie będzie problemu.
H: No dobra, dzięki stary, trzymaj się, pozdrów Danielle.
L: Ok pa, pozdr...
Nie dałem mu dokończyć bo od razu się rozłączyłem. Poleciałem jak na skrzydłach do garderoby ubrałem jakies pierwsze lepsze spodnie i koszulkę. Ruszyłem w pośpiechu do przed pokoju. Wdziałem moje buty i wybiegłem z domu. Zamknąłem je na klucz i poszedłem do auta. Odpaliłem moją bmw i w szybkim tempie udałem sie na Oxford Street droga nie zajęła mi zbyt dużo czasu. Gdy dojechałem do celu mój wzrok przykuła mała kwiaciarnia. Wbiegłem do niej i poprosiłem o 100 róż w jednym bukiecie.
K (kwiaciarka) : Wow! Kim jest ta szczęściara.
H: Jest najważniejszą osobą w moim życiu i muszę ją odzyskać.
L: No to w takim razie obniżę panu cenę tego bukietu o połowę.
H: Dziękuję.
Podziękowałem pani sprzedawczyni wręczyłem jej pieniądze i wyjechałem w poszukiwaniu odpowiedniego mieszkania. Bingo! Znalazłem. Wybiegłem z auta i ruszyłem pod klatkę schodową.
Dobre i to że na domofonie były napisane nazwiska osób które tu mieszkają.
Huston... Huston... Huston ... mam! Zadzwoniłem pod numer 9 i... nic. Postanowiłem że wybiorę numer sąsiadów. Wcisnąłem guzik 10.
H: Dzień Dobry. Pod 9 mieszka przyjaciółka mojej dziewczyny. Dzwoniłem do nich ale nie odbierają. Czy mógłby mi pan otworzyć?
- Jak pan się nazywa ?
H: Harry... Harry Styles.
- Okej, już pana wpuszczam.\
H: Dziękuje najmocniej.
Gdy usłyszałem pipczenie czyli znak że drzwi są otwarte pociągnąłem je i wszedłem do windy. Chwila skoro tu jest dziesięć pięter a ona mieszka pod 9 to na ktorym pietrze mieszka. Pomyślałem że pewnie jest tam po 2 mieszkania na jednym więc kliknąłem 5. Tak jak myślałem 5 piętro. Numer 9 o tu. Zapukałem do drzwi. Kurwa zapomniałem róż. A dobra nie mam je w ręku co ze mnie za debil. Otworzyła mi zaspana Ari.
A: A Ty co?
H: Gdzie jest Lucy?
A: Nie jestem pewna czy ona chcę z Tobą rozmawiać.
H: Proszę Cie, nie chcesz jej szczęścia? Naszego? Jesteś przeciw naszemu związkowi?
A: Nie! Nie jestem, jestem jak najbardziej za ale... no dobra wchodź.
H: Ooo dzięki.
A: W ogóle ile tu jest sztuk róż.
H: Emm.. sto.
A: Wow, naprawdę ci na niej zależy.
H: W chuj.
A: Dobra właź jest w salonie prosto w lewo a potem w prawo.
Poszedłem do salonu gdzie ujrzałem siedzącą pod kocem Cand z kubkiem czegoś gorącego. Wywnioskowałem że gorącego bo leciała z niego para.
** LUCY **
H: Cześć kochanie.
Gdy się odwróciłam zauważyłam klęczącego przede mną Hazzę z wielkim bukietem róż a minę miał w stylu ' przepraszam '. Ja w zasadzie już mu wybaczyłam ale postanowiłam się z nim trochę podroczyć.
L: I co myślisz że głupi bukiet załatwi sprawę i jedno zwykłe przepraszam
H: Jak chcesz może być nie zwykłe.
L: Nie rozumiesz że w chuj mocno mnie zraniłeś i nie jestem w stanie od razu ci wybaczyć? To trudne.
H: Kochanie, ja wiem. Nie myślałem racjonalnie po prostu jestem o Ciebie strasznie zazdrosny. Kocham Cię i nie mogę wytrzymać bez Ciebie minuty. Nie mogę znieść tego że tej nocy nie zasypiałaś wtulona we mnie a ja nie czułem twojego ciepłego ciała i nie słyszałem bicia twojego serduszka. Tak strasznie za Tobą tęsknie i nie mogę już. Za bardzo was kocham Ciebie i naszą dzidzię. Przepraszam.
Wow, to coś wspaniałego. Nie odzywałam się patrzyłam się w jego oczy i po protu łzy same płynęły po moim policzku. To nie łzy smutku to łzy szczęścia. Cholernego szczęścia które mam przy nim. Za bardzo go kocham. A i jeszcze to że wspomniał o dziecku. Ja... ja mu wybaczam.
H: Ok, dobra. Nie będę naciskał jeżeli cie zraniłem to odejdę ale chcę odejść z dumą i po prostu zajeb mi w twarz i ze mną ze...
Nie dałam mu dokończyć po prostu bez słowa wpiłam się mu w usta. Przez pocałunki mówiłam mu że go kocham. Przegryzłam jego dolną wargę. Wiem że bardzo to lubił. Polizałam jego dolną wargę prosząc o dostęp już po chwili nasze języki toczyły wojnę namiętności i miłości. Oderwałam się od niego i rzuciłam w jego ramiona, przytuliłam go najmocniej jak tylko mogłam. Czułam jak jego serce wali jak oszalałe z resztą moje tak samo. Nie chciałam go puszczać. Po chwili Hazza odsunął kawałek mojej bluzki całując mnie w brzuch.
L: Kochanie, nic jeszcze nie wiadomo.
H: Ja wiem.
A: Ekhem, czy ja o czymś nie wiem?
H: Będziemy mieli dzidziusia. Córeczkę... Darcy.
L: Harry głupku nie wiadomo jeszcze czy będziemy mieli dziecko.
A: No,no..
H: No dobrze, za tydzień zrobisz test a ja cię umówię do ginekologa, dobrze?
L: Dobrze.
H: Kocham Cię.
A: Ojoj, co za słodziaki. Idę zrobić coś do picia.
L: Dobry pomysł.... też Cię kocham.
H: Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu.
L: Poczekajmy jeszcze 30 lat a będziesz mnie wyzywał od starych pokrak.
H: Oj nie! na pewno nie! Ty zawsze będziesz piękna.
L: Będę sobie to wmawiać.
H: Nie musisz.
L: Oj cicho już, gamoniu mój.
H: Twój, twój.
L: Dobra chodź idziemy do Ari.
H: A potem do domu?
L: Nie, zostaję tutaj jeszcze nie wybaczyłam Ci do końca.
H: Co? Aha, dobrze.
L: Żartuję głuptasie. A tak w ogóle dziękuję za ten piękny bukiet ile tu jest róż? 50?
H: 100 małpko.
L: Blisko byłam. Dziękuję, że mam takiego cudownego faceta.
H: Dziękuję że mam taką wspaniałą dziewczy... żonę.
L: Hahahahaha, głuptas.
H: I tak mnie kochasz.
L: Powiedzmy.
Szeroko się uśmiechnęłam po czym wstałam i szarpnęłam Hazzę za rękę aby zrobił to samo. Pozynił to o co prosiłam. Chwyciłam go za rękę i udaliśmy się do kuchni. Gdzie Ari przygotowywała lemoniadę.
.
OK TO BY BYŁO NA TYLE WIEM ŻE KRÓTKI ALE NIE MAM DZIŚ WENY. NAPEWNO WYNAGRODZĘ TO WAM W NASTĘPNYM ROZDZIALE. TRZYMAJCIE SIĘ CIEPLUTKO
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz