wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział piąty

- Co taka ślicznotka, robi sama, o tej godzinie w parku? 
Nie odezwałam, nie miałam najmniejszego zamiaru. Miałam nadzieję że on sobie pójdzie. Bałam się jak cholera ale starałam się nie pokazywać swoich uczuć. 
- No dalej odpowiedz. 
- Odejdź stąd. 
- No już jeszcze będziesz mi rozkazywała, ha! 
- Odejdź stąd, skurwysynie. 
Powiedziałam, i po chwili pożałowałam, że zdecydowałam się mu odpowiadać. Ponownie poczułam ból policzka, teraz jeszcze mocniejszy na drugi policzek. 
- Grzeczniej suko! - powiedział i szarpnął mnie za włosy. 
- Idziemy ! 
- Nie ! 
Uderzył mnie ponownie w twarz. Podniósł mnie z ławki i przerzucił mnie na swoje lewe ramie. Wierzgałam się, kopałam go, gryzłam ale on był jak głaz. Po chwili zaczęłam krzyczeć ale mężczyzna zakrył moje usta swoją wielką, śmierdzącą papierosami ręką. Poddałam się już wiedziałam co mnie czeka. 

**OCZAMI HARRY'EGO **
Pobiegłem szybko do parku. Szukałem jej wszędzie. Nagle na ławce zauważyłem iPhona. Wziąłem go do rąk. Na tapecie było moje zdjęcie i Lu. Zacząłem drzeć się na cały głos jej imię. Biegłem przed siebie. Dotarłem na jakąś obskurną dzielnice. Usłyszałem czyjś pisk. Głośny płacz i wołanie o pomoc. 
-Zostaw mnie w spokoju! Nie krzywdź mnie. 
-Zamknij się, mam ochotę się zabawić. 
Podbiegłem szybko tam i zobaczyłem tego chuja dobierającego się do mojej Lucy. Miała rozdarte ciuchu, na jej policzkach były 2 czerwone odciski dłoni. Na rękach i nogach miała kilka siniaków. Podrapaną twarz. Rozczochrane włosy. Zniszczony makijaż. A co najgorsze, płakała, płakała jak szalona, nie mogła wydusić słowa. 
- Zostaw ją ty pojebie! 
Podbiegłem szybko do niego i zacząłem się z nim szarpać. Rzuciłem Lucy telefon i kazałem zadzwonić na policję. Ona nie miała sił. Ale jednak to zrobiła. Gdy usłyszałem. "Halo, policja?..." przestałem szarpać się z tym gwałcicielem ale on nie dawał za wygraną, uderzył mnie pięścią w policzek a ja kopnąłem go w krocze. Chwilę leżał ale się podniósł i zaczął uciekać. Postanowiłem za nim biec ale po chwili się wróciłem bo nie mogłem zostawić Lucy w tym zaułku. Wziąłem ją na ręce i mocno przytuliłem w między czasie zadzwoniłem jeszcze po pogotowie. Chwilę po tym policja już dotarła a za nimi karetka. 
P: Gdzie jest przestępca? I kim jest dla pana poszkodowana.
H: Uciekł próbowałem bo utrzymać, szarpałem się z nim ale uciekł. Jest moją... żoną. - palnąłem bez namysłu.
P: Czy pokrzywdzona może zeznawać i powiedzieć nam jak wyglądał ten człowiek a my stworzymy portret pamięciowy? 
Spojrzał na Lucy którą na noszach wkładali do karetki. 
H: Dzisiaj? Dzisiaj na pewno nie, nie teraz. Ja, nie mogę już z państwem gadać muszę jechać z moją ukochaną do szpitala. Ja mogę zeznawać bo pamiętam jego twarz ale nie dziś, jutro tak, na pewno.
Powiedziałem i pobiegłem do karetki pytając się czy mogę jechać z nimi. Pozwolili a ja wszedłem i złapałem moją miłość za rękę. Była roztrzęsiona patrzyła wciąż w jeden punkt. Boże, jak ja się cieszę że to skończyło się tylko tak, że on jej nie zgwałcił. Nie darował bym sobie tego że nie pobiegłem za nią wcześniej. 
Od razu gdy wybiegła. Moje oczy się zeszkliły, gdy widziałem jak ona wygląda. Pocałowałem ją w czoło. Ale ona drgnęła tak jakby mnie się bała. Jakby przerażał ją każdy mój dotyk. Dojechaliśmy do szpitala. Ratownicy szybko wyciągnęli Lu na noszach z karetki i zawieźli ją na przegląd, czy konieczna jest operacja i tak dalej. Była w gabinecie jakieś pół godziny ale na szczęście nic złego oprócz siniaków i zadrapań się nie stało. Zabrali ją jeszcze na salę obserwacji na kilka dni i podali leki uspokajające, jakieś leki przeciw bólowe i podłączyli kroplówkę. Siedziałem z nią już 4 godziny cały czas trzymając ją za rękę i patrząc jak śpi. Nagle zaczęła coś majaczyć " Zostaw mnie! Odejdź stąd! Proszę nie krzywdź mnie! Harry pomocy! Proszę kochanie pomóż mi, Harry! " Przestraszyłem się szybko zawołałem panią doktor a ona wraz z pielęgniarką wpadły do sali i zaczęły klepać Lucy po buzi i mówić jej imię. Otworzyła szeroko oczy i zapytała co się dzieję. Kobieta podała jej jakieś leki i odeszła mówiąc jeszcze że po takim zdarzeniu tego typu ataki się zdarzają. Patrzyłem na moją ukochaną a ona na mnie, jej oczy były takie słabe ale już nie były spuchnięte i czerwone od płaczu. Mimo że zmęczone to wciąż piękne. 
L: Ha...Ha.. Harry. 
H: Cii, nic nie mów spokojnie. 
L: Bo...bo boję się.
H: Nic się nie dzieję, jestem z tobą, jesteś bezpieczna. 
L: Zi...zi...zimno miii...ii przy..tul.. mnie 
H: Zdjąłem buty i położyłem się obok mojej Lu. Przytuliłem ją i pocałowałem w czoło. Ta zwinęła się w kłębek i po cichutku powiedziała do mnie "Kocham Cię". Zasnęła. Byłem zmęczony więc i ja udałem się do krainy Morfeusza. 
D (pani Doktor) : Proszę pana, co pan robi. 
H: Nic, nic, śpie byłem zmęczony a Lu mnie o to poprosiła. 
D: Ale pora odwiedzin już dawno się skończyła. 
H: No pani doktor, proszę. Muszę tu z nią być. 
D: Dobrze, tylko dla tego że jest pan idolem mojej córki. Ale musisz mi dać autograf dla niej. 
H: Jeżeli dzięki temu będę mógł zostać a pani córka to directioner w takim razie mogę nagiąć zasady. - zaśmiałem się .
D: Proszę sobie nie żartować. 
Powiedziała kobieta i podała mi kartkę i długopis. 
H: Jak nazywa się córka?
D: Kelly.
H: Okej proszę bardzo.- powiedziałem z uśmiechem.
D: Dziękuję a teraz może pan wracać do swojej żony.
H: Tak, tak, żony. - na słowa pani doktor buzia sama mi się zaśmiała uważają nas za małżeństwo, hm, cudowne uczucie. 

** OCZAMI LUCY ** 
Przebudziłam się jakoś chwilę przed ósmą, wpatrywałam się w mój ideał i zaczęłam bawić się jego lokami. Od razu zmarszczył nos a gdy otworzył oczy szeroko się uśmiechnął ukazując swoje dołeczki.
H: Dzień dobry kochanie. 
L: Wiesz, co dziś mogę wrócić do domu, o 10 dostanę wypis i możemy iść do domu. Czuję się lepiej. A i dziękuję. 
H: Za co? 
L: Za to że mnie uratowałeś. Gdyby nie Ty to... - zacięłam się a do moich oczu napłynęły łzy, jedna słona łza spłynęła po moim policzku a zaraz po niej następne wyznaczały drogi na mojej twarzy. Nie broniłam się przed nimi. Harry złapał moją twarz i kciukiem wytarł moje łzy. 
H: Ciiicho, nie musisz tego mówić, nic ci nie zrobił to jest najważniejsze. 
L: Kocham Cię. I właśnie za to Ci dziękuje.
H: To co nawet nie musisz pakować rzeczy które Ci przywiozłem. 
L: No to w sumie dobrze. 
H: Jedziemy do mnie czy do Ciebie.
L: Obojętnie chcę tylko być przy tobie. 
H: No to może być do mnie? 
L: Może. 
H: Kocham Cię. 
Była już 10:30 Lucy dostała wypis a my kierowaliśmy się do drzwi. Zatrzymała nas pani doktor. 
D: Panno Styles. Tutaj ma pani jeszcze receptę na leki uspokajające, gdyby coś się działo proszę pańskiego męża o podanie pani ich. 
L: Emm, oczywiście, pani doktor. 
D: No to do widzenia. 
L, H: Do widzienia. 
L: Ekhem... Panno Styles? Nie przypominam sobie żebym wychodziła za ciebie za mąż. - zaśmiała się i pocałowała mnie w usta. 
H: No co? Pytali się kim jestem myślałem że mnie nie wpuszczą więc powiedziałem że jesteś moją żoną no i jak kazali podać twoje dane to powiedziałem że jesteś Lucy Styles. Nie podoba Ci się twoje imię z moim nazwiskiem, hmm? 
L: Oczywiście że podoba, głupku.

H: A i jest jeszcze jedna sprawa nigdy nie wychodzisz sama na spacery czy gdziekolwiek w nocy lub wieczorem.
L: Oczywiście. Może jeszcze nie mogę chodzić sama w dzień ? - zaśmiałam się. 
H: Nad tym się też zastanowię i zastanowię się nad ochroną dla Ciebie. I jest jeszcze coś mniej miłego.
L: Hm? 
H: Emm, będziesz musiała składać zeznania na policji, i ja też. Nie musisz mówić jak wygląda ja to powiem, po prostu chcą stworzyć portret pamięciowy. 
L: Dobrze, ale masz wejść ze mną i trzymać mnie za rękę, dobrze?
H: Oczywiście. 
L: Kochanie, chodźmy do starbucks'a na jakąś kawę. Bo śpię na stojąco. 
H: Okej. 
Powiedział po czym dał mi buziaka w policzek.

Weszliśmy do 'kawiarni' i zamówiliśmy latte. Ruszyliśmy do domu, po drodze pijąc nasze kawy. Gdy doszliśmy do domu wyrzuciłam puste kubki do śmieci i położyłam się padnięta na łóżko. 
H: Chcesz się iść wykąpać? 
L: Ooo, tak! Ale nalej całą wannę wody, dolej olejków i zrób dużo piany i wrzuć tą całą kulę musującą, o zapachu... truskawki. 
H: Oczywiście, dla Ciebie wszystko. 
L: Chyba że Ci się nie chce. 
H: Nie, jakby mi się nie chciało to bym nie pytał. 
Podszedł jeszcze do mnie i namiętnie pocałował w usta. Pogłębiając się w pocałunku. Polizał moją dolną wargę prosząc o dostęp. Odchyliłam lekko usta pozwalając mu aby dołączył język. Przegryzłam lekko jego wargę i oderwałam się od Hazzy. 
H: Mmm, super smakujesz. 
L: Ty to już całkiem.
H: No dobra idę przygotować Ci tą kąpiel. 

** OCZAMI HARRY'EGO**
Ruszyłem do łazienki, nalałem całą wannę gorącej ale nie parzącej wody do wanny, dolałem jakiś tam olejków o które prosiła Lu i te wszystkie duperele następnie pod lejący się strumień wody wlałem prawie cały płyn do kąpieli aby utworzyła się piana. Wziąłem jeszcze jakieś świeczki i porozpalałem na kafelkowej półce. Oraz na szerokich rogach wanny. Postanowiłem jeszcze dorzucić płatki róż. Wyciągnąłem z szafki reklamóweczę z wysuszonymi płatkami czerwonych róż. Wrzuciłem je do wanny, zgasiłem światło bo świeczki oświetlały całe pomieszcznie i poszedłem po moją Lu.

Wziąłem ją na ręce. Zaniosłem do wanny i zacząłem rozbierać. Z tego co widziałem podobało jej się to. Gdy już zakończyłem tą czynność wziąłem ją i wsadziłem do wanny. Gdy już zmierzałem do wyjścia usłyszałem.
L: A gdzie Ty się wybierasz.
H: No do salonu. 
L: Chyba zgłupiałeś, chodź do mnie. 
Powiedziała i wyciągnęła do mnie ręce. W szybkim tępię się rozebrałem i zająłem miejsce za plecami Lucy. Odchyliła głowę tak że miała ją na moim torsie. Gładziłem ją po ramionach i plecach. 
L: Właśnie sobie uświadomiłam że nie robiliśmy jeszcze tego w wannie. 
H: Wow, naprawdę? Trzeba to nadrobić. 
L: Tak, tak ale nie teraz. Masuj mnie tak jak wcześniej, to takie przyjemne. 
H: Oczywiście, moja księżniczko. 

CIĄG DALSZY NASTĄPI... 

ok przepraszam że tyle mnie nie było ale już wracam na dobre, hah. :D Mam nadzieję że rozdział wam się spodobał. Okej no to pa. :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz