Harry jeździł dłońmi po moim ciele. Było to cholernie przyjemne. Myślałam że dojdę samym dotykiem. Jego dłonie były takie ciepłe. Każdy jego kolejny ruch przyprawiał mnie o dreszcze. Odchyliłam lekko głowę i cicho jęknęłam. Widziałam figlarny uśmiech Hazzy i wiedziałam co już mu chodzi po głowie. Zaczęłam lekko ruszać się w przód i w tym ocierając się o jego krocze. Przegryzłam lekko wargę i zaczęłam przez śmiech mówić imię Harry'ego. Po chwili nie mogłam i wybuchłam takim brechtem że było słychać mnie chyba na całym osiedlu. Mój chłopak się też zaczął chichrać a ja wciąż nie mogłam przestać. Poczułam że woda stała się już lekko chłodna więc odlałam troszkę wody i odkręciłam gorącą wodę aby to się zmieszało i powstała taka idealna. Odwróciłam się do loczka i zaczęłam namiętnie całować. Polizałam jego dolną wargę ' prosząc o dostęp '. Odchylił lekko swoje wargi a ja wykorzystałam to i dołączyłam język. Gładziłam jego krocze i siadłam na niego okrakiem. Nasze języki toczyły walkę miłości. Nie mogłam już oddychać więc oderwałam się na chwilę od niego by zaczerpnąć powietrza. Po chwili znowu wróciłam do wcześniejszej czynności. Wzięłam do rąk przyjaciela Harry'ego i ruszałam nią w górę i w dół ściskając go przy tym co dawało pewnie Hazzie MAX przyjemności. Nie miałam zbytnio jak wsadzić sobie go do buzi bo byliśmy w wannie pełnej wody więc sobie odpuściłam. Myślę że mu się podobało po tym jego jęczeniu. On nie pozostał mi dłużny i swoje dwa paluszki wsadził ' we mnie ' i zaczął nimi poruszać dosyć szybko.
L: Kochanie, wejdź już we mnie.
H: Dobrze, kotku.
Jak poprosiłam tak zrobił, robiliśmy to szybko lecz intensywnie. Już powoli dochodziłam ale chciałam to zrobić razem z nim. Kilka mocnych pchnięć i doszliśmy oboje, spuścił się we mnie. Dopiero teraz pomyślałam że się nie zabezpieczaliśmy, chciałam dziecka ale chyba jeszcze nie byłam na to w 100% gotowa, ale w sumie jeszcze nic nie wiadomo. W prawdzie jestem już po maturze i po studiach w modelingu lecz chciałam coś robić w tym kierunku a nie zostać z brzuszkiem już teraz. Nawet jeśli okaże się to prawdą to dam jakoś radę, bo to dziecko Harry'ego. Chwilę odsapnęłam i zaczekałam aż mój oddech się unormuje i zabrałam głos w tej sprawie.
L: Kochanie, nie zabezpieczyliśmy się.
H: Trudno, to będziemy mieli dzidzię. Ja się cieszę. Poza tym nic jeszcze nie wiadomo, zrobisz test i wtedy będziemy rozmawiać.
L: Ja też się cieszę i wiem o tym że nie wiadomo jeszcze, ale chciałam coś robić z tym modelingiem, jestem po studiach jako modelka no ale dobrze, Ty jesteś jego ojcem i się cieszę.
H: Ok, to wychodzimy już?
L: Emm.. nie wiem, nie wiem. Jak mnie wyciągniesz to może.
H: Chodź tu jędzo. - wyszedł z wanny i wyciągnął do mnie ręce.
L: Ej, ej! Nie wyzywaj mnie! Dobra sama sobie poradzę.
H: No misiaczku chodź.
L: Nie, nie ma mo.....
Nie dokończyłam ponieważ mój mężczyzna wyciągnął mnie na chama z wody przerzucił sobie mnie przez ramię i biegł.
H: Mmm, jaka seksi dupcia.
L: Spadaj! Puść mnie!
Śmiałam się jak oszalała a on całował mnie w tyłek. Postanowiłam że będę udawać że się na niego obraziłam. A niech ma za swoje. Biegał ze mną tak po całym domu aż w końcu szarpnęłam go mocno za jego loczki na co ten głośno jęknął a ja szybko zeskoczyłam mu z ramion. Pobiegłam do pokoju, zamknęłam się na kluczyk. I zaczęłam się głośno śmiać. Wyciągnęłam z szafki szarą bluzkę Harry'ego z napisem 'LOVER' na kieszonce. Z mojej torebki wyciągnęłam jakieś majtki i moje czarne dresy ' ze ściągaczami '. Ostatnio zabrałam ze sobą jakieś rzeczy do torebki gdy szłam do Ari. O nie! Właśnie sobie uświadomiłam że strasznie zaniedbałam swoje przyjaciółki. Nawet nie wiem jak tam u Ariany po tym weselu na którym była z Liam'em. Muszę wrócić do rozmowy z Zayn'em może wszystko sobie wyjaśnimy a on to zaakceptuje. Wiem że pogodził się z Hazzą bo powiedział mu o jakiejś ważnej sprawie o której ja rzekomo nie mogę się dowiedzieć i kazał mu się mną opiekować i że jak mnie skrzywdzi to pożałuje. Wiem o tym bo Harry gdy wyszedł ode mnie ze szpitala gdy jeszcze spałam to pojechał do Zayn'a. Opowiedział mi o tym wszystkim w nocy w szpitalu. Nie chciałam rozmawiać z mulatem. Ale wiem że muszę. Nie mogę tego tak zostawić, chcę się z nim przyjaźnić, nie chcę go stracić. Mam Loczka ale tak naprawdę zależy mi na Zayn'ie nawet po tym co mi zrobił, nie jako chłopaku, jako przyjacielu. Pragnę mieć z nim znów dobry kontakt. Myślę że uda nam się dojść do porozumienia. Ale jeszcze nie teraz. Na razie nie chcę z nim jeszcze gadać. Muszę teraz obmyślić jakiś plan żeby wkurzyć mojego chłopaka.
H: Kocie, wyłaź już. Coś się stało?
L: Nie odzywaj się do mnie pajacu.
Chciałam się zaśmiać ale nie mogłam musiałam wytrzymać i zrealizować mój plan. Otworzyłam drzwi i prześlizgnęłam się przez ramie lokatego który opierał się o futrynę drzwi. Ruszyłam w stronę schodów, zarzuciłam moimi włosami i starałam się iść w miarę ' seksownie '. Kręciłam lekko tyłkiem. I zerknęłam jeszcze tylko na Hazzę tak że nawet nie zauważył że się na niego patrzę. Tak jego wzrok przykuł mój tyłek. Przegryzał wargę i był jak ' w transie '. To jeszcze nie koniec planu zabawa dopiero się zaczyna. Szykuj się Styles. Zeszłam po schodach tak jakby zeskakując ze stopnia na stopień. Lubiłam tak chodzić po schodach. Gdy byłam mała zawsze tak schodziłam i przez to wiele razy się wywaliłam nie bolało bardzo ale 3 razy udało mi się tak nie fortunnie spać że skręcałam kostkę a raz złamałam sobie rękę. Cóż do rzeczy. Weszłam do kuchni. Wzięłam z szafki szklankę, wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy a ze zamrażalki lód. Harry miał taką lodówkę która po przyciśnięciu wrzuca lód ale wolałam te w serduszka z zamrażalnika. Wrzuciłam 5 kostek i nalałam soku. Włożyłam rurkę do szklanki i poszłam do salonu. Włączyłam TV i akurat leciało ' top model '. Postanowiłam że zadzwonię do Ari, stęskniłam się za nią.
** OCZAMI HARRY'EGO **
Ona na pewno coś kombinuje na bank. Bo niby po co szła specjalnie tak kręcąc tyłkiem, żeby mnie wkurzyć ot co. Zeszłam na dół szukając Lucy, siedziała na kanapie oglądając jakiś głupi serial o modelkach. Dzwoniła do kogoś.
L: Cześć kochanie.... No stęskniłam się a teraz mam trochę czasu by z tobą pogadać... Mhm.... Okej możemy pójść do klubu... Dobra, no... Tylko jakoś spławię Hazzę, haha... No super, kocham, buźka pa. - cmoknęła do telefonu.
H: Jakie kurwa ' kochanie ' !
L: Spadaj!
H: Powiedz kurwa jakie kochanie!
L: Przestań, czy TY uważasz że mogłabym Cię zdradzać? '
H: No wiesz Zayna zdradziłaś. Skąd wiem że mnie nie!
L: Nie, kurwa Ciebie chyba coś na mózg pieprzło. Nie zdradzam Cię, gadałam z Ari. Przed chwilą pieprzyłeś mnie w wannie i rozmawialiśmy o dziecku a teraz co? posądzasz mnie że się puszczam?... Nienawidzę Cię.
H: Ale Lu, co? Prze..... przepraszam.
Nie słuchałam go już szybko pobiegłam na górę do pokoju. Zatrzasnęłam drzwi w łazience i zamknęłam na klucz. Oparłam się o drzwi i bezwładnie ześlizgnęłam się po nich.
Skuliłam się i zaczęłam płakać. Dławiłam się łzami. Zanosiłam się od płaczu, nie mogłam przestać. To tak cholernie boli jak rani nas osoba którą kochamy na zabój. To tak jakby ktoś wbijał nam nóż w serce. To uczucie jest najgorsze, właśnie takie sprawione przez jedną z najważniejszych osób na świecie. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do swojej przyjaciółki.
A: No hej, jesteś gotowa? Tak szybko.
L: A..A..Ariana, pomóż.
A: Co się dzieje, niunia. Nie płacz.
L: On powiedział że go zdradzam bo Zayn'a zdradziłam więc skąd on ma wiedzieć że mnie nie.
A: Ale skąd to wywnioskował.
L: No.. no wtedy ja... jak do mnie dzwoniłaś i ja do Ciebie mówiłam 'Cześć kochanie' no i że muszę spławić Hazzę i że możemy pójść do klubu. No .. no i on to wziął że dzwoniłam do kochanka. Proszę przyjedź po mnie.
A: No dobrze, podaj mi adres.
L: Wyślę Ci sms'em. Tylko szybko.
A: Ok.
Rozłączyłam się i wysłałam adres Ari. Schowałam twarz w ręce jakbym nie chciała żeby ktoś zobaczył. Wstałam i podeszłam do lusterka. Byłam cała rozmazana. Napuchnięte, czerwone oczy. Moja twarz wyglądała jak burak. Spojrzałam na swoje nadgarstki na których było kilka prawie nie widocznych blizn. Tak cięłam się. Przestałam już. Wygrałam z żyletką. Musiałam być silna i tak nie miałam czym się pociąć. A z maszynki Hazzy jej wyciągać nie będę. Muszę dać radę, nie mogę tego zrobić, jak zacznę to znów będę to robić. Nie chcę znów przez to przechodzić. Obiecałam sobie, Ari, mamie, Emmie.... no i.... Zayn'owi. Kurwa, Lu nie myśl o tym. Bądź twarda! Bądź do cholery twarda. Nie mogę się poddać.
H: Kochanie wyjdź, proszę.
L: Odejdź stąd.
H: Lucy..proszę.
L: ...
H: Lucy, odezwij się.
L: ...
H: Proszę daj mi szansę. Ja ci to wytłumaczę.
L: Nie mamy o czym gadać rozumiesz? Nie mamy! Spieprzaj!
* Oczami Ariany *
Dostałam sms'a od Lucy. Wsadziłam telefon i klucze od auta do kieszeni moich granatowych rurek i szybko wybiegłam na dwór. Weszłam do garażu. Otworzyłam auta i odpaliłam. Wyjechałam szybko poza teren mojego mieszkania i migiem ruszyłam do celu. Jechałam jakieś 120 km/h droga była pusta, puściutka dosłownie, więc czemu miałabym nie przyśpieszyć, tu chodzi o moją przyjaciółkę. Mimo tego że do domu Hazzy mam pół godziny dojechałam tam w piętnaście. Tak jak mówiłam na drodze nie było ani żywej duszy. Zaparkowałam przy willi i wyskoczyłam z auta jak poparzona. Zatrzasnęłam drzwi nawet nie zamykając auta. Wbiegłam szybko po 3 stopniach i nawet nie pukając wparowałam do domu loczka.
A: Lucy! Gdzie jesteś.
H: Ariana, dobrze że jesteś, powiedz jej coś, namów ją żeby ze mną porozmawiała.
A: Co? Ty chyba sobie żartujesz! Skrzywdziłeś ją jak cholera. Dzwoniła do mnie tak zapłakana że nie mogła wydusić z siebie słowa. Ty się lepiej módl żeby się nie pocięła bo jeżeli tak to Cię chyba rozpiepieprze tu na miejscu. Odejdź mi stąd gdzie ona jest!
H: Jak? Jak pocięła? Czy ona miała z tym problem?
A: Nie powinno Cię to teraz interesować! Mogłeś się wcześniej zastanowić nad tym co robisz! Gdzie ona jest do cholery!
H: W łazience, schodami o góry, skręć w lewo i pierwsze drzwi po prawo.
Wbiegłam szybko na górę. Powiem szczerze można zgubić się w tym domu. Naprawdę. Zapukałam do drzwi.
L: Kurwa! Mówiłam Ci odejdź stąd.
A: Spokojnie Lu, to ja Ariana.
L: Już Ci otwieram.
Otworzyła drzwi a ja ujrzałam zapłakaną przyjaciółkę. Napuchnięte oczy. Na pewno bardzo płakała. Przytuliłam ją mocno i głaskałam po plecach w górę i w dół. To ją uspokajało. Ściągnęłam szybko swoją kurtkę i na nią ubrałam.
L: Zabierz mnie stąd, proszę.
A: Po to tu jestem, chodź.
Wzięłam swoją przyjaciółkę pod ramię i zaprowadziłam w dół po schodach gdzie czekał już zdenerwowany Harry.
H: Lucy! Proszę pogadajmy!
A: Odejdź stąd! Nie teraz.
Zobaczyłam że płakał. Tak płakał. Nie tak bardzo ale pojedyncze łzy spływały po jego policzku.
Wow, naprawdę jest wrażliwy. Wyszłyśmy z Lu z jego domu. Zaprowadziłam ją do auta na miejsce pasażera. Ja zajęłam swoje miejsce i ruszyłyśmy. Tym razem nie jechałam tak szybko, wiem że Lucy nie lubi szybkiej jazdy i jest roztrzęsiona. Ufałam jej ale jedno pytanie nie dawało mi spokoju. Musiałam ją o to zapytać.
A: Lucy, nie to że Ci nie ufam czy coś ale się o Ciebie martwię i chcę się zapytać czy...
L: Nie, nie cięłam się. Chciałam ale nie mogłam, musiałam być silna, obiecałam to Tobie, Emmie, mamie no i Zayn'owi też obiecałam.
A: Dziękuję.
L: Za co?
A: Za to że tego nie zrobiłaś i za to że jesteś taka silna.
Dojechałyśmy do domu po 30 minutach. Weszłyśmy do mieszkania a ja postanowiłam że przyrządzę nam coś gorącego do picia.
A: Kakao?
L: Tak, kakao będzie super.
Poszłam do kuchni i chwilę później wróciłam ze szklankami z gorącą cieczą.
Upiłam łyk napoju po czym Lu zrobiła to samo.
A: Lepiej?
L: Tak o wiele. Ale wciąż bolą mnie jego słowa. Kocham go. Jak on mógł tak powiedzieć.
A: Nie wiem kochana, nie wiem. Wszystko będzie dobrze. Na pewno się pogodzicie.
L: Mam nadzieję.
A: A teraz się uśmiechnij. Proooszę.
L: Ehh, ok.
A: O nie! Ładniej proszę.
L: Ari!
A: No weź.
Szturchałam ją a ta w końcu się uśmiechnęła.
L: Ugh! Zadowolona?
A: I to jak!
L: Kocham Cię! Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła.
A: Po to tu jestem. Pogadasz z nim?
L: Tak, ale nie dziś i nie jutro, muszę sobie wszystko poukładać.
A: Ok, ja nie naciskam.
L: No i między innymi za to Cię kocham wariatko.
A: Dobra chodź pójdziemy już może spać. Jestem zmęczona a Ty to pewnie już tym bardziej.
L: O tak, sen, tego właśnie potrzebuję.
A: Haha, chodź.
CIĄG DALSZY NASTĄPI...
Mam nadzieję że spodobał wam się taki rozdział z kilkoma gifami i taki długi. Liczę na komentarze bo to motywuje. No to papatki. Kolejny rozdział na pewno pojawi się nie długo. Może nawet jutro lub pojutrze. Ostatnio złapała mnie wielka wena. TRZYMAJCIE SIĘ PA! <3
L: Kochanie, wejdź już we mnie.
H: Dobrze, kotku.
Jak poprosiłam tak zrobił, robiliśmy to szybko lecz intensywnie. Już powoli dochodziłam ale chciałam to zrobić razem z nim. Kilka mocnych pchnięć i doszliśmy oboje, spuścił się we mnie. Dopiero teraz pomyślałam że się nie zabezpieczaliśmy, chciałam dziecka ale chyba jeszcze nie byłam na to w 100% gotowa, ale w sumie jeszcze nic nie wiadomo. W prawdzie jestem już po maturze i po studiach w modelingu lecz chciałam coś robić w tym kierunku a nie zostać z brzuszkiem już teraz. Nawet jeśli okaże się to prawdą to dam jakoś radę, bo to dziecko Harry'ego. Chwilę odsapnęłam i zaczekałam aż mój oddech się unormuje i zabrałam głos w tej sprawie.
L: Kochanie, nie zabezpieczyliśmy się.
H: Trudno, to będziemy mieli dzidzię. Ja się cieszę. Poza tym nic jeszcze nie wiadomo, zrobisz test i wtedy będziemy rozmawiać.
L: Ja też się cieszę i wiem o tym że nie wiadomo jeszcze, ale chciałam coś robić z tym modelingiem, jestem po studiach jako modelka no ale dobrze, Ty jesteś jego ojcem i się cieszę.
H: Ok, to wychodzimy już?
L: Emm.. nie wiem, nie wiem. Jak mnie wyciągniesz to może.
H: Chodź tu jędzo. - wyszedł z wanny i wyciągnął do mnie ręce.
L: Ej, ej! Nie wyzywaj mnie! Dobra sama sobie poradzę.
H: No misiaczku chodź.
L: Nie, nie ma mo.....
Nie dokończyłam ponieważ mój mężczyzna wyciągnął mnie na chama z wody przerzucił sobie mnie przez ramię i biegł.
H: Mmm, jaka seksi dupcia.
L: Spadaj! Puść mnie!
Śmiałam się jak oszalała a on całował mnie w tyłek. Postanowiłam że będę udawać że się na niego obraziłam. A niech ma za swoje. Biegał ze mną tak po całym domu aż w końcu szarpnęłam go mocno za jego loczki na co ten głośno jęknął a ja szybko zeskoczyłam mu z ramion. Pobiegłam do pokoju, zamknęłam się na kluczyk. I zaczęłam się głośno śmiać. Wyciągnęłam z szafki szarą bluzkę Harry'ego z napisem 'LOVER' na kieszonce. Z mojej torebki wyciągnęłam jakieś majtki i moje czarne dresy ' ze ściągaczami '. Ostatnio zabrałam ze sobą jakieś rzeczy do torebki gdy szłam do Ari. O nie! Właśnie sobie uświadomiłam że strasznie zaniedbałam swoje przyjaciółki. Nawet nie wiem jak tam u Ariany po tym weselu na którym była z Liam'em. Muszę wrócić do rozmowy z Zayn'em może wszystko sobie wyjaśnimy a on to zaakceptuje. Wiem że pogodził się z Hazzą bo powiedział mu o jakiejś ważnej sprawie o której ja rzekomo nie mogę się dowiedzieć i kazał mu się mną opiekować i że jak mnie skrzywdzi to pożałuje. Wiem o tym bo Harry gdy wyszedł ode mnie ze szpitala gdy jeszcze spałam to pojechał do Zayn'a. Opowiedział mi o tym wszystkim w nocy w szpitalu. Nie chciałam rozmawiać z mulatem. Ale wiem że muszę. Nie mogę tego tak zostawić, chcę się z nim przyjaźnić, nie chcę go stracić. Mam Loczka ale tak naprawdę zależy mi na Zayn'ie nawet po tym co mi zrobił, nie jako chłopaku, jako przyjacielu. Pragnę mieć z nim znów dobry kontakt. Myślę że uda nam się dojść do porozumienia. Ale jeszcze nie teraz. Na razie nie chcę z nim jeszcze gadać. Muszę teraz obmyślić jakiś plan żeby wkurzyć mojego chłopaka.
H: Kocie, wyłaź już. Coś się stało?
L: Nie odzywaj się do mnie pajacu.
Chciałam się zaśmiać ale nie mogłam musiałam wytrzymać i zrealizować mój plan. Otworzyłam drzwi i prześlizgnęłam się przez ramie lokatego który opierał się o futrynę drzwi. Ruszyłam w stronę schodów, zarzuciłam moimi włosami i starałam się iść w miarę ' seksownie '. Kręciłam lekko tyłkiem. I zerknęłam jeszcze tylko na Hazzę tak że nawet nie zauważył że się na niego patrzę. Tak jego wzrok przykuł mój tyłek. Przegryzał wargę i był jak ' w transie '. To jeszcze nie koniec planu zabawa dopiero się zaczyna. Szykuj się Styles. Zeszłam po schodach tak jakby zeskakując ze stopnia na stopień. Lubiłam tak chodzić po schodach. Gdy byłam mała zawsze tak schodziłam i przez to wiele razy się wywaliłam nie bolało bardzo ale 3 razy udało mi się tak nie fortunnie spać że skręcałam kostkę a raz złamałam sobie rękę. Cóż do rzeczy. Weszłam do kuchni. Wzięłam z szafki szklankę, wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy a ze zamrażalki lód. Harry miał taką lodówkę która po przyciśnięciu wrzuca lód ale wolałam te w serduszka z zamrażalnika. Wrzuciłam 5 kostek i nalałam soku. Włożyłam rurkę do szklanki i poszłam do salonu. Włączyłam TV i akurat leciało ' top model '. Postanowiłam że zadzwonię do Ari, stęskniłam się za nią.
** OCZAMI HARRY'EGO **
Ona na pewno coś kombinuje na bank. Bo niby po co szła specjalnie tak kręcąc tyłkiem, żeby mnie wkurzyć ot co. Zeszłam na dół szukając Lucy, siedziała na kanapie oglądając jakiś głupi serial o modelkach. Dzwoniła do kogoś.
L: Cześć kochanie.... No stęskniłam się a teraz mam trochę czasu by z tobą pogadać... Mhm.... Okej możemy pójść do klubu... Dobra, no... Tylko jakoś spławię Hazzę, haha... No super, kocham, buźka pa. - cmoknęła do telefonu.
H: Jakie kurwa ' kochanie ' !
L: Spadaj!
H: Powiedz kurwa jakie kochanie!
L: Przestań, czy TY uważasz że mogłabym Cię zdradzać? '
H: No wiesz Zayna zdradziłaś. Skąd wiem że mnie nie!
L: Nie, kurwa Ciebie chyba coś na mózg pieprzło. Nie zdradzam Cię, gadałam z Ari. Przed chwilą pieprzyłeś mnie w wannie i rozmawialiśmy o dziecku a teraz co? posądzasz mnie że się puszczam?... Nienawidzę Cię.
H: Ale Lu, co? Prze..... przepraszam.
Nie słuchałam go już szybko pobiegłam na górę do pokoju. Zatrzasnęłam drzwi w łazience i zamknęłam na klucz. Oparłam się o drzwi i bezwładnie ześlizgnęłam się po nich.
Skuliłam się i zaczęłam płakać. Dławiłam się łzami. Zanosiłam się od płaczu, nie mogłam przestać. To tak cholernie boli jak rani nas osoba którą kochamy na zabój. To tak jakby ktoś wbijał nam nóż w serce. To uczucie jest najgorsze, właśnie takie sprawione przez jedną z najważniejszych osób na świecie. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do swojej przyjaciółki.
A: No hej, jesteś gotowa? Tak szybko.
L: A..A..Ariana, pomóż.
A: Co się dzieje, niunia. Nie płacz.
L: On powiedział że go zdradzam bo Zayn'a zdradziłam więc skąd on ma wiedzieć że mnie nie.
A: Ale skąd to wywnioskował.
L: No.. no wtedy ja... jak do mnie dzwoniłaś i ja do Ciebie mówiłam 'Cześć kochanie' no i że muszę spławić Hazzę i że możemy pójść do klubu. No .. no i on to wziął że dzwoniłam do kochanka. Proszę przyjedź po mnie.
A: No dobrze, podaj mi adres.
L: Wyślę Ci sms'em. Tylko szybko.
A: Ok.
Rozłączyłam się i wysłałam adres Ari. Schowałam twarz w ręce jakbym nie chciała żeby ktoś zobaczył. Wstałam i podeszłam do lusterka. Byłam cała rozmazana. Napuchnięte, czerwone oczy. Moja twarz wyglądała jak burak. Spojrzałam na swoje nadgarstki na których było kilka prawie nie widocznych blizn. Tak cięłam się. Przestałam już. Wygrałam z żyletką. Musiałam być silna i tak nie miałam czym się pociąć. A z maszynki Hazzy jej wyciągać nie będę. Muszę dać radę, nie mogę tego zrobić, jak zacznę to znów będę to robić. Nie chcę znów przez to przechodzić. Obiecałam sobie, Ari, mamie, Emmie.... no i.... Zayn'owi. Kurwa, Lu nie myśl o tym. Bądź twarda! Bądź do cholery twarda. Nie mogę się poddać.
H: Kochanie wyjdź, proszę.
L: Odejdź stąd.
H: Lucy..proszę.
L: ...
H: Lucy, odezwij się.
L: ...
H: Proszę daj mi szansę. Ja ci to wytłumaczę.
L: Nie mamy o czym gadać rozumiesz? Nie mamy! Spieprzaj!
* Oczami Ariany *
Dostałam sms'a od Lucy. Wsadziłam telefon i klucze od auta do kieszeni moich granatowych rurek i szybko wybiegłam na dwór. Weszłam do garażu. Otworzyłam auta i odpaliłam. Wyjechałam szybko poza teren mojego mieszkania i migiem ruszyłam do celu. Jechałam jakieś 120 km/h droga była pusta, puściutka dosłownie, więc czemu miałabym nie przyśpieszyć, tu chodzi o moją przyjaciółkę. Mimo tego że do domu Hazzy mam pół godziny dojechałam tam w piętnaście. Tak jak mówiłam na drodze nie było ani żywej duszy. Zaparkowałam przy willi i wyskoczyłam z auta jak poparzona. Zatrzasnęłam drzwi nawet nie zamykając auta. Wbiegłam szybko po 3 stopniach i nawet nie pukając wparowałam do domu loczka.
A: Lucy! Gdzie jesteś.
H: Ariana, dobrze że jesteś, powiedz jej coś, namów ją żeby ze mną porozmawiała.
A: Co? Ty chyba sobie żartujesz! Skrzywdziłeś ją jak cholera. Dzwoniła do mnie tak zapłakana że nie mogła wydusić z siebie słowa. Ty się lepiej módl żeby się nie pocięła bo jeżeli tak to Cię chyba rozpiepieprze tu na miejscu. Odejdź mi stąd gdzie ona jest!
H: Jak? Jak pocięła? Czy ona miała z tym problem?
A: Nie powinno Cię to teraz interesować! Mogłeś się wcześniej zastanowić nad tym co robisz! Gdzie ona jest do cholery!
H: W łazience, schodami o góry, skręć w lewo i pierwsze drzwi po prawo.
Wbiegłam szybko na górę. Powiem szczerze można zgubić się w tym domu. Naprawdę. Zapukałam do drzwi.
L: Kurwa! Mówiłam Ci odejdź stąd.
A: Spokojnie Lu, to ja Ariana.
L: Już Ci otwieram.
Otworzyła drzwi a ja ujrzałam zapłakaną przyjaciółkę. Napuchnięte oczy. Na pewno bardzo płakała. Przytuliłam ją mocno i głaskałam po plecach w górę i w dół. To ją uspokajało. Ściągnęłam szybko swoją kurtkę i na nią ubrałam.
L: Zabierz mnie stąd, proszę.
A: Po to tu jestem, chodź.
Wzięłam swoją przyjaciółkę pod ramię i zaprowadziłam w dół po schodach gdzie czekał już zdenerwowany Harry.
H: Lucy! Proszę pogadajmy!
A: Odejdź stąd! Nie teraz.
Zobaczyłam że płakał. Tak płakał. Nie tak bardzo ale pojedyncze łzy spływały po jego policzku.
Wow, naprawdę jest wrażliwy. Wyszłyśmy z Lu z jego domu. Zaprowadziłam ją do auta na miejsce pasażera. Ja zajęłam swoje miejsce i ruszyłyśmy. Tym razem nie jechałam tak szybko, wiem że Lucy nie lubi szybkiej jazdy i jest roztrzęsiona. Ufałam jej ale jedno pytanie nie dawało mi spokoju. Musiałam ją o to zapytać.
A: Lucy, nie to że Ci nie ufam czy coś ale się o Ciebie martwię i chcę się zapytać czy...
L: Nie, nie cięłam się. Chciałam ale nie mogłam, musiałam być silna, obiecałam to Tobie, Emmie, mamie no i Zayn'owi też obiecałam.
A: Dziękuję.
L: Za co?
A: Za to że tego nie zrobiłaś i za to że jesteś taka silna.
Dojechałyśmy do domu po 30 minutach. Weszłyśmy do mieszkania a ja postanowiłam że przyrządzę nam coś gorącego do picia.
A: Kakao?
L: Tak, kakao będzie super.
Poszłam do kuchni i chwilę później wróciłam ze szklankami z gorącą cieczą.
Upiłam łyk napoju po czym Lu zrobiła to samo.
A: Lepiej?
L: Tak o wiele. Ale wciąż bolą mnie jego słowa. Kocham go. Jak on mógł tak powiedzieć.
A: Nie wiem kochana, nie wiem. Wszystko będzie dobrze. Na pewno się pogodzicie.
L: Mam nadzieję.
A: A teraz się uśmiechnij. Proooszę.
L: Ehh, ok.
A: O nie! Ładniej proszę.
L: Ari!
A: No weź.
Szturchałam ją a ta w końcu się uśmiechnęła.
A: I to jak!
L: Kocham Cię! Nie wiem co bym bez Ciebie zrobiła.
A: Po to tu jestem. Pogadasz z nim?
L: Tak, ale nie dziś i nie jutro, muszę sobie wszystko poukładać.
A: Ok, ja nie naciskam.
L: No i między innymi za to Cię kocham wariatko.
A: Dobra chodź pójdziemy już może spać. Jestem zmęczona a Ty to pewnie już tym bardziej.
L: O tak, sen, tego właśnie potrzebuję.
A: Haha, chodź.
CIĄG DALSZY NASTĄPI...
Mam nadzieję że spodobał wam się taki rozdział z kilkoma gifami i taki długi. Liczę na komentarze bo to motywuje. No to papatki. Kolejny rozdział na pewno pojawi się nie długo. Może nawet jutro lub pojutrze. Ostatnio złapała mnie wielka wena. TRZYMAJCIE SIĘ PA! <3






genialny po prostu !! <333
OdpowiedzUsuń